#1 - młodość nie nowość
Choć
sobotni wieczór MPN otworzył koncert będący pierwszą odsłoną cyklu
kuratorskiego Szymona Bywalca, którego narracja została oparta na
cytacie o "czuciu, wierze, szkiełku i oku" z Romantyczności
Mickiewicza, to większość utworów tego dnia skłaniała do zadumy nad
innym utworem wieszcza i zadaniem pytania o permanentne trudności
polskiej młodzieży kompozytorskiej z wzbiciem się do lotu ponad poziomy.
Miejscami romansujący z katowicką tradycją dynamiki bigbandowej
orkiestracji (patrz Jerzy Milian), zdradzający modernistyczne
aspieracje w postaci lekkich pogłosów elektronicznych Laetatus sum
Lasonia (
http://ninateka.pl/a…/gorczycki-in-memoriam-aleksander-lason)
można uznać za dość udany przykład wyciskania ostatnich soków z
koncepcji nowego romantyzmu pokolenia 51. Jednak już utwór ucznia
Lasonia (Metamorphosis Przemysława Szczotka) pokazał, jak martwa i
wtórna jest to droga, prowadząca do manieryzmu w wieku młodzieńczym. Ze
zgoła odmienną emocjonalnością, ale podobnym poziomem pustki formalnej
wypadła fraszka Andrzej Kwiecińskiego (
https://soundcloud.com/andrzej-kwiecinski/a-6-1),
utwierdzająca słuchaczy w tendencyjnym przekonaniu o niepoważności
poszukiwań dźwiękowych. Przekonaniu, które niecały rok temu wybrzmiało
głośnym echem oburzenia podczas premiery ...play them back... Sławka
Wojciechowskiego (
https://soundcloud.com/s-awomir-wojciechowski/play-them-back).
Najlepszego i koncepcyjnie najciekawszego utworu tego wieczoru,
opowiadającego o przewrotnej naturze użycia live electronics w muzyce
komponowanej. Premiera tego utwory i wspomniany zabawny skandal (głosy
oburzenia publiczności „To tak brzmi teraz muzyka?”.) miały na
katowickim Festiwalu Prawykonań, zderzenie ze świadomym konserwatyzmem
Lasonia i jego uczniów być może nie było do końca zamierzone kuratorsko,
jednak okazało się znaczące, utwierdzające jak bardzo rzeczywistość
polskiej muzyki komponowanej tkwi w fantazmatach, z którymi świat
rozprawił się ponad pół wieku temu. W czasie gdy wybrzmiewały ostatnie
dźwięki koncertu świat obiegała wiadomość o śmierci Tony'ego Conrada,
który kiedyś powiedział :
“It appeared as if Schoenberg had destroyed
music, then it appeared as if Cage had destroyed Schoenberg. Our project
was to destroy Cage. An idea I found very interesting was to destroy
the whole concept of western composition. Get rid of the composer and
let’s make the sound accessible in whatever form to whoever wants to
listen.”.
Drugi koncert tego wieczoru miał uderzyć z przeciwnej
strony - zainicjowana przez Culture.pl współpraca pomiędzy ambitnym
zespole defunensemble z Finlandii specjalizującym się w repertuarze
elektroakustycznym i piątka młodych kompozytorów pracujących w Polsce.
Koncert defunensemble, w założeniu mający prezentować najnowszą muzykę.
Przemek Scheller, Rafał Zapała i Jakub Sarwas dość kurczowo trzymali się
koncepcji traktowania warstw dźwięku syntetycznego jako tła dla
instrumentacji akustycznych, czyniąc z live electronics kolejne elementy
klasycznej koncepcji muzycznej. Ponownie znacząco wypada tutaj
zestawienie ze wspomnianym ...play them back... Sławka Wojciechowskiego,
którym w zwinnej, przestrzennej orkiestracji zaburza granicę pomiędzy
dźwiękiem akustycznym i jego elektronicznym powidokiem. Świadomie
składał broń w miejscu, w którym większość kompozytorów współczesnych
próbuje usilnie godzić ze sobą tradycyjne i nowe koncepcje dźwiękowe,
tak jak to miało miejsce podczas koncertu defunensemble (choć trzeba
przyznać, że z bardzo dobrze zrealizowanym przestrzennym aspektem
dźwięku elektronicznego).
Tutaj ponownie kontrastującym
jakościowo i koncepcyjnie wyjątkiem był ostatni utwór. Vibranium Karola
Nepelskiego to studium wibroakustyki (ciekawostka - pionierami tej
dziedziny akustyki byli polscy naukowcy) na zespół kameralny. Dzwonki
wibracyjne telefonów grały na pulpitach do nut, nagranie orkiestry z
dyktafonu trafiało prosto do przystawek gitary elektrycznej. Widoczne na
ekranie w komorze bezechowej mierzone wibracje powodowane przez
płomienie ognia trafiły w partie wiolonczeli i fletu, a stroboskop
towarzyszący niskim subbasom zapewne miał wzbudzać metalowe stelaże sali
koncertowej. Sam pomysł nie nowy, obecny głownie w sztuce dźwięku
(sięgając po polskie przykłady można wspomnieć prace Pawła Kulczyńskiego
(
http://tropajn.com/…/installatio…/item/129-object-permanence) i Gerarda Lebika (
http://youtu.be/HcllcMle3Vo)),
u Nepalskiego w połączeniu z teatrem instrumentalnym wypadł wybitnie
odświeżająco w zestawieniu tego wieczora. Chociaż spora część
publiczności odebrała ten utwór jako żart (czyżby Mickiewiczowski temat
przewodni tegorocznego festiwalu okazuje się aż tak proroczy?), to Karol
Nepelski po raz kolejny wpisuje się w MPN jako świadomy i odważny
kompozytor. Niektórzy z was powinni pamiętać jego błyskotliwy utwór
"Logical Shift" sprzed 2 lat (
http://ninateka.pl/…/karol-nepelski-logical-shift-na-glos-p…).
#2 - Bach is Back
Poniedziałkowy
koncert zbudowany został wokół tematu archeologii - Paweł Krzaczkowski
rok temu odkopał zaginioną partyturę Sikorskiego, Drożdżewski i Augustyn
pastwili się nad J.R. Ahlem i J.S. Bachem, Moc snuł refleksje o
przemijaniu i polarnych zorzach, Foltyn zaś poszukiwał zaś emocji i
wrażeń w składni obiektowych języków programowania. Całe szczęście
Maria Erdman zachowała w tym bałaganie zimną krew i świetnie wykonała
wszystk
ie te cuda na klawikordzie, specyficznym, ale ciekawym brzmieniowo instrumencie.
Instrumencie bardzo cichym, pokazującym pełnie swoich możliwości
dopiero w gęstych pasażach lub mocnych amplifikacjach. Tych drugich było
jak na lekarstwo, jedynie nieśmiałe próby u Foltyna. Gęsto było na
pewno w utworze Drożdżewskiego, który dość mocno trzymał się
bachowskiego opracowania melodii "Es ist genug" i chyba dzięki temu
najpełniej oddał możliwości klawikordu. Ot i cała tajemnica wieczoru - z
jednej strony geniusz Bacha, jego świadoma praca z brzmieniem i
fizycznością instrumentów dostępnych w jego czasach, z drugiej słabość
utworów Augustyna, Drożdżewskiego i Foltyna, którzy zamiast zająć
zgłębić materię dźwiękową zadowolili się układaniem nut. Szczególnie
karkołomne było zestawienie klawikordu zarówno z fortepianem, jak i
akordeonem - oba instrumenty grają mocno głośniejszym i pełniejszym
dźwiękiem. Z tego też powodu bardzo dobry utwór MissA Michała Moca
niestety wypadł bladziej niż 2 lata temu na Światowych Dniach Muzyki.
Sam Maciej Frąckiewicz jak zwykle nie zawiódł, partia akordeonu oparta
na mocnych modulacjach brzmieniowych w jego wykonaniu nadal robi duże
wrażenie.
Oczywiście "W dali ptak" Tomasza Sikorskiego w tym
zestawieniu był jak z innej planety. Sikorski zdecydowanie unikał
technik i praktyk kompozytorskich stosowanych przez pozostałych
bohaterów tego wieczoru. Jednak minimalistyczna, repetytywna i
zostawiająca duże pole inwencji wykonawcy (wszystkie części utworu mogą
być powtarzane ad libitum) forma utworu pokazała pozwoliła pokazać
kolejne oblicze dźwiękowe klawikordu, zdecydowanie najbliżej wrażliwości
bachowskiej, bez konieczności naśladowania jego stylu. Natomiast
dźwiękowo nie wypadła najlepiej partia głosu - za głośna jak na szept,
za mało skupiona na niuansach związanych z fizycznością głosu, jakby
oderwana od tekstu Becketta. Mam nadzieję, że utwór ten doczeka się
kiedyś odważniejszej realizacji dźwiękowej - zarówno pod kątem
interpretacji aktorskiej, jak i w przygotowaniu warstwy elektronicznej.
#3 - Musica Polonica Viva
Bohaterem
środowych koncertów nareszcie był dźwięk – najpierw w sali czarnej NFM w
pełnym niuansów wykonaniu zespołu LUX:NM , później w odbiciach i
rezonansach przestrzeni holu NOT-u.
Sala czarna NFM nie należy do
najlepszych pod względem akustyki. Wczoraj zespół zdecydował się na
amplifikację wszystkich instrumentów, co w połączeniu ze świetnymi
umiejętnościami wykonawczymi spowodowało, że w wielu momentach muzyka
brzmiała jak nie z orkiestry, ale bogatego syntezatora. Szczególnie gdy
składały się brzmienia akordeonu, puzonu i wiolonczeli, pojawiały się
niesamowite rezonanse i intrygujące współbrzmienia. Wszyscy trzej
kompozytorzy – Sławek Wojciechowski, Joanna Woźny i Jarosław Płonka
stworzyli zespołowymi możliwości pokazania swoich umiejętności. U Płonki
szczególnie ciekawie wypadł początek, zdradzający jego praktykę
wykonawczą i improwizacyjną, niestety później kompozycja za bardzo
weszła w landszaftowy, liryczny nastrój ocierający się o glassowski kicz
i zgubił początkowy pazur. Sławek Wojciechowski również balansował
pomiędzy klasycyzującymi motywami rozciąganymi brzmieniowo i mocnymi
akcentami w postaci wokalnych sampli (być może z tekstu, a na pewno
towarzyszącymi tekstowi Pawła Krzaczkowskiego nawiązującemu do historii
luddytów), nie popadając w żadną skrajność ponownie zachwycił dynamiką,
przestrzenią i formą utworu. Utwór to część pierwsza kompozycji
powstającej na tegoroczne zamówienie Warszawskiej Jesieni - „well bitch,
you have to break it!”. Wreszcie Joanna Woźny, ktyórej utwór na
zeszłorocznym MEN (
http://cantiilluminati.blogspot.com/…/musica-electronica-no…)
wyraźnie wyróżniał się z reszty programu. „suspended” to kompozycja
sprzed 3 lat rozszerzona na pełen skład zespołu LUX:NM, z intuicją i
wyczuciem wyciągającym niuanse brzmieniowe instrumentów, często na
granicy szumu, dzięki wzmocnieniu dźwięków zyskał szczególną przestrzeń
dla niecodziennych współbrzmień instrumentów. Słychać wyraźny postęp w
stosunku do kompozycji sprzed paru lat (patrz płyta „as in a mirror,
darkly” wydana w Kairos w 2011 roku), trzymamy więc kciuki za kolejne
nagrania!
Hol wrocławskiego NOT-u to przestrzeń z ogromnym
pogłosem, cholernie trudna do nałosnienia i opanowania akustycznie. Moda
ekipa krakowska postawiła na pracą z samą przestrzenią, długie pogłosy i
wszelakie odbicia dźwięku świadomie włączając do kompozycji. Muzycy
chodzi po dwóch piętrach, stawali w oknach, kierowali wylot swoich
instrumentów w różne strony przestrzeni, wreszcie chodzi pomiędzy
zgromadzona publicznością. Nie każda kompozycja był równie udana,
niektóre niebezpiecznie ocierały się o zbędny pompatyzm i przesłodzony
kicz, ale świadomość przestrzeni akustycznej i otwarcie na nowe
brzmienia młodych kompozytorów stworzyły bardzo spójny i ciekawy
koncert. Zdecydowanie warto śledzić kolejne ruchy tej grupy kompozytorów
(Szymon Stanisław Strzelec, Kamil Kruk, Piotr Peszat wypadli tego
wieczoru najciekawiej) i wykonawców (grupa Precipitevolissimevolmente).