czwartek, 19 lipca 2012

Dźwięki elektrycznego ciała


O najlepszej jak dotąd polskiej wystawie ze sztuką dźwieku tego roku juz sporo napisano. Monika Pasiecznik, Piotrek Tkacz, Karol Sienkiewicz, Agata Pyzik. Dlaczego najlepszej? Po pierwsze kuratorzy wykonali kawał dobrej roboty. W kontekście polskim zjawiska skupione wokół Studia Eksperymentalnego Polskiego Radia (SEPR) został uważnie dobrane i ułożone w opowieść skupiającą się na prawdziwych perełkach (od udziału Oskara i Zofii Hansen w projektowaniu Studia, przez produkcje filmowe (Lenica, Robakowski) aż do pomysłów architektonicznych Krauzego, Kelm i Morela (Kompozycja przestrzenno-muzyczna), z pominięciem całego balastu mielizn Warszawskiej Jesieni, przy okazji której SEPR pojawiał się najczęściej. Jest to zresztą zdaje sie część powolne powrotu SEPR do masowej pamięci - inicjatywa zapoczątkowana wznowieniem muzyki do Rekopisu... Pendereckiego przez OBUH records , przez serię PRES oficyny Bołt aż po plany warszawskiego MSN-u na wykonanie kopii Studia zaprojektowanego przez Hansenów.




W kontekście Europy Wschodniej z kolei mrówcza praca kuratorów w poszukiwaniu ciekawych i intrygujących prac zaowocowała wieloma odkryciami nawet dla światłych melomanów i pasjonatów sztuki dźwięku. Każdy zna pomysły Christiana Marclaya na preparowanie płyt winylowych, mało kto wie, że te pomysły 10 lat wcześniej z powodzeniem realizował Milan Knířák (Zniszczona muzyka). Trzy lata temu podczas Nowych Horyzontów prezentowane były filmy eksperymentalne Beli Belzasa, ale pominięto wtedy genialny film kompozytora Zoltana Jeneya Cykl (zastosowanie tej samej partytury do wykonania utworu muzycznego i animacji filmowej). Ścieżka dźwiękowa Eugeniusza Rudnika do filmu "Prostokąt dynamiczny" Robakowskiego powinna być hymnem wszystkich zespół parających sie stylem electro - a nie jest. Za sprawą filmów Tarkowskiego i późniejszych fascynacji grupy Coil wszyscy znają fotoelektryczny syntezator ANS - nazwany ku czci Skriabina, skonstruowany w Moskwie w Instytucie Teremina przez Jewgienija Murzina. Ale to Instytut Promoeteusza Bułata Galiejewa okazuje sie być najważniejszym punktem ma mapie sztuki dźwięku w ZSRR. Przykładów znajdziecie jeszcze wiele na tej wystawie - zachęcam do samodzielnego odkrywania!




Ciężka praca i fascynacje kuratorskie nie przesłoniły jednak idei wystawy. Jest ona ciekawa i przystępna zarówno dla osób rozpoczynających swoją przygodę z tego rodzajem sztuki, jak i intrygująca dla znawców gatunku. Uniknięto przeładowania ilością prac i tropów na samej ekspozycji, a osoby zainteresowane temat znajdują sporo informacji w obszernym katalogu. Praktyka ta zresztą świetnie wpisuje sie w popularyzatorski profil wystawienniczy kolekcji sztuki współczesnej ms2. 

Narracja wystawy oscyluje wokół brzegowych zjawisk politycznych - śmierć Stalina i koniec socrealizmu, które umożliwiły powstanie takich instytucji jak studia eksperymentalne w Warszawie (1957), Bratysławie (1965) czy Pilźnie (1967). Z drugiej strony mamy lata 80. i przytłaczającą opresję państw demokracji ludowej (prace Wodiczki i Esztenyiego czy działania grupy Andrieja Monastryskiego), które mają tłumaczyć, dlaczego erupcja aktywności twórczej nie znalazła swojej kontynuacji. jest to stwierdzenie prawdziwe, szczególnie w kontekście polskim - potencjał SEPR w dużej mierze został zaprzepaszczony, polska sztuka dźwięku właściwie zakończyła się na pracach Rudnika, Krauzego czy Kotońskiego. Dopiero w ostatnich latach powoli odradza się (patrz pojedyncze prace Anny Zaradny, Konrada Smoleńskiego czy wystawa Poszliśmy do Croatan, kóra równiez była kuratorowana przez Daniela Muzyczuka),


Jednak nie mogę sie zgodzić z diagnozą przyczyny tego stanu rzeczy, którą stawiają kuratorzy wystawy "Dźwieki elektrycznego ciała". Mimo wszystko to nie system polityczny był winien. Musimy pamiętać, ze Studio Eksperymentalne Polskiego Radia działało jeszcze długie lata. Ale to Związek Kompozytorów Polskich przez długie lata nie był w stanie uznać Eugeniusza Rudnika za kompozytora (ZKP był "mądrzejszy" od Karlheinza Stockhausena). Warszawska Jesień, która powstała również na fali odwilży pod koniec lat 50. istnieje nieprzerwanie do dziś. I to ta instytucja odpowiada za promowanie coraz nudniejszej i wtórnej muzyki nazywanej "współczesną", za utwierdzanie zamkniętego środowiska akademickiego w przekonaniu o jednej słuszności idei głoszonych na Akademiach Muzycznych. Ci sami kompozytorzy, którzy są kojarzeni z początkami SEPR (Penderecki, Krauze, Kotoński) im później, tym tworzyli muzykę, której eksperyment i poszukiwanie były coraz bardziej obce. O współpracę interdyscyplinarną (jak Kompozycja przestrzenno-muzyczna) nawet nie zapytam. Przyczyna leży w systemie edukacji. Przykłady przychodzą same nawet dzisiaj - na ostatnim biennale Musica Polonica Nova różnica pomiędzy kompozytorami kształconymi w Polsce (Kupczak, Ryczek, Hendrich) a ich kolegami pobierającymi nauki na zagranicznych uczelniach (Szmytka, Blecharz, Ziemowit-Zych) aż kłuła w uszy. Co ciekawe, wśród artystów z pozostałych krajów prezentowanych na wystawie wcale nie musimy mówić o schyłku ich aktywności twórczej. Gdy polscy kompozytorzy współcześni masowo wracali do neo-romantyzmu, Zoltana Jeney i Rudolf Komorous rozwijali swoje koncepcje minimal music, osiągając ciekawe efekty, odmienne od powszechnie znanych pomysłów szkoły nowojorskiej. W Polsce w połowie tej drogi widzieliśmy jedynie Tomasza Sikorskiego, dla którego silniejszy okazał sie nałóg alkoholowy. Uważne prześledzenie losów i twórczości innych artystów prezentowanych na łódzkiej wystawie może przynieść jeszcze więcej takich przykładów.

wtorek, 17 lipca 2012

Ghédalia Tazartès we Wrocławiu


Mistrz dźwiekowego kolażu, etnicznego mesmeryzmu, samouk zgłebiający wokalne techniki z różnych stron świata. Ghédalia Tazartès pierwszy raz odwiedził Wrocław (a drugi raz Polskę; pierwszy 3 lata temu pojawił się w Warszawie przy okazji drugiej edycji Song Is You ), przy okazji przedziwnego festiwalu Energia dźwięku. Przyjechał z muzyką do filmu Czarownice. Projekt, z którym ostatnio podróżuje wiele, który mimo swojej oczywistości i mocnego wyeskplaotowania materiału filmowego, obronił się bogactwem technik wokalnych, udowadniając wrażliwość dźwiekową, którą niedawno przypomniało wydawnictwo Pan-Act.

Poniżej fragmenty rozmowy, jaką udało się nam przeprowadzić z artystą. Tutaj opowiada o genezie projektu Häxan:


A tutaj o relacji z Michelem Chion (którego ksiązka o relacjach pomiędzy dźwiekiem i obrazem już za parę dni dostępna będzie na Howych Horyzontach) :



czwartek, 12 lipca 2012

Poznaj Poznań

Ostatnie miesiące pokazują, że Poznań staje się powoli najpreżniejszym ośrodkiem na polskiej mapie sztuki dźwięku. Postaci i sukcesów Wojtka Bąkowskiego i Konrada Smoleńskiego przedstawiać nie trzeba (choć ostatnia wystawa Smoleńskiego - Włączone - zasługuje na szczególną uwagę - miejmy nadzieję, że wraz z ostatnimi pracami Anny Zaradny wytyczą nową jakość polskiej sztuki dźwięku). Chciałbym natomiast zwrócić uwagę na jeszcze młodszych artystów, którzy w ostatnim czasie zwrócili moja uwagę. Być może zapowiadają zmianę warty i przewietrzenie na smutnej i skąpej polskiej scenie.


Najpierw była 10. edycja Survivalu, gdzie poznańska grupa OKO wykonała kompozycję "Utwór żółty" - wielowarstwowa, bazujący na dźwiękach uzyskiwanych z dmuchania w plastikowe rurki. W kontekście spotowej edycji przegladu sztuki miała nawiązywać do kultury gry na wuwuzelach podczas meczów piłkarskich. Powolne, prawie dronowe dźwięki o różnych wysokościach ciekawie rezonowany pod kopułą trybun wrocławskiego stanionu na Oławce. Sytuacja akustyczna troche przypominała projekt Deviation (nagranie do odsłuchu na stronie) zaprezentowany na zeszłorocznej adycji Avant Art - tam syntezowane brzmienia rogów alpejskich ułożyły się w wielowartswowe drony świetnie brzmiące w przestrzeni galerii BWA Awangarda. Oba projekty charakteryzowały się wrazliwością na dźwięk i jego działanie w przestrzeni. Atystki z grupy OKO są związane z poznanńskim studiem Audiosfera działajacym przez poznańskiej ASP - jest to chyba jedyny przypadek w Polsce, gdzie wychowankowie tego typu uczelni mają dostęp do wiedzy i praktyki sztuki dźwięku. Oby to byl początek końca monopolu konserwatywnych akademii muzycznych na kształcenie w dziedzinie dźwięku. 



Kolejne zaskoczenie to zarówno program Spacja Fest (nowatorskie jak na warunki Wrocławia podejście do zagadnień przestrzeni i architektury), jak i wystep projektu Lightskin, który  wtorzą poznańscy artyści - Patryk Lichota (występował w projektach z Alfredo Costa Monteiro czy Claytonem Thomasem, jak i w wielu poznańskich składach) i Marta Romaszkan (Tetra Dnia Ósmego). Połączenie kompozycji dźwiękowej, świetlnej (sterowany układ diod LED na kostiumie tancerki i oświetlenia sceny) i tańca dało zaskakująco dobry efekt. Ponownie o sile stanowiła tutaj świadomość dźwiękowa, odmienna od typowo akademickich propozycji "multimedialnych" o rozdmuchanych budżetach i znanych nazwiskach, których świadomość artystyczna zatrzymała parę dekad wcześcniej (czego najlepszym przykładem są wizualizacje podczas koncertów Pendereckiego, Aphex Twina i Greenwooda podczas zeszłorocznego Europejskiego Kongresu Kultury).


Dwa powyższe przykłady, które dośc przypadkowo było mi dane doświadczyć ostatnio we Wrocławiu, to dopiero początek poznańskiej przygody - pełen obraz młodej poznańskiej sceny daje kompilacja dźwiekowa, która właśnie ukazała się w ramach inicjatywy Podotykaj Sobie Poznań i Glissanda. Kuratorem kompilacji jest Piotr Tkacz (który m.in. prowadzi z Patrykiem Lichotą audycję Audiosfera, jak również jest czynnym muzykiem-improwizatorem - powyżej nagranie ostatniego koncertu z Olą Grunholz, 1/3 grupy OKO). Bardzo cieszy różnorodność stylistyczna, która nie jest jedynie typowym fre-imoprov czy nudną ścianą noise (jakich projektów mamy juz wiele w Polsce) - słychać, że artysci pozukują i nie podążaja utartymi "polskimi drogami". Póki co brak z tej strony realizacj naprawdę  innowacyjnych i przęłamującch gratunki, jednak widac wyraźnie ferment i umiejętność słuchania, która dzieki konsekwentnej pracy i odrobinie szczęscia może przynieść narodzny zupełnie nowego zjawiska na polskiej mapie sztuki dźwiekowej.