wtorek, 31 grudnia 2013

Podsumowanie roku 2013

Płyta roku - Robert Piotrowicz "Lincoln Sea"

Dawno nie było tak, że w podsumowaniu roku jestem w stanie wskazać jedną płytę, szczególnie wyróżniającą się płytę. Czy to oznacza, że był to zły rok? Zdecydowanie nie. Czy płyta Piotrowicza aż tak odstaje innych wydawnictw? Było w tym roku wiele ciekawych płyt, o których wspominam w poniższym zestawieniu. Ale nie było w tym roku innej płyty jednocześnie tak doskonale brzmiącej, trzymającej w napięciu, bogatej w faktury dźwiękowe, z tak potężną dynamiką, wciągającą strukturą kompozycyjną. Być może to jedna z tych płyt, które na stałe wpiszą się do kanonu muzyki współczesnej lub eksperymentalnej, do której po latach nadal będziemy wracać z wypiekami. Dlaczego? Ten rok szczególnie obfitował we wznowienia nagrań kamieni milowych dźwiękowego eksperymentu - seria Recollection GRM z Editions Mego wraz ze wznowieniami Dumitrescu i Rozmanna, Francois Bayle i Leo Kupper z Subrosy, wreszcie rewelacyjny i przegapiony przez większość "młodych krytyków" Włodzimierz Kotoński z serii Awangarda Polskich Nagrań. W porównaniu z nimi muzyka współczesna ostatnich lat jest w większości miałka brzmieniowo i nudna formalnie, w pogoni za rozmachem scenicznym (o czym piszą Monika Pasiecznik i Tomasz Biernacki) gubiących esencję doznania dźwiękowego. "Lincoln Sea" operuje we współczesnym nam szerokim spektrum brzmień, które było technicznie niedostępne 50 lat temu, komponuje z brawurą i wyczuciem dynamiki, jakie właściwie nie istnieje we współczesnych syntetycznych produkcjach akademickich.

W roku 2013 zmarł Bernad Parmegiani, jeden z pionierów akusmatyki. W Polsce ta dziedzina nie doczekała się godnych reprezentantów, dopiero co pojawiają się pierwsze próby prezentacji tej dziedziny na festiwalu Misica Electronica Nova dzięki kontaktom Elżbiety Sikory i próby skompletowania systemu nagłośnieniowego w krakowskim Studiu Muzyki Elektroakustycznej. Ale nie o sprzęt chodzi - akustamtyka to przede wszystkim umiejętność przestrzennego myślenia o dźwięku, komponowania wielowarstwowymi strukturami. Modna obecnie w polskich kręgach wiedza o klastrach już nie wystarczy Słuchając nagrań Piotrowicza możemy wręcz zobaczyć struktury budujące jego kompozycje (o czym już wspominałem przy okazji recenzji "When Snakeboy is Dying"). Piotrowicz od lat (od "Rurokura and the Final Warn" (emd.pl/records, 2006), przez "Lasting Clinamen"(Musica genera, 2008) po tegoroczny "Snakeboy...") konsekwentnie buduje swój język dźwiękowy i taktyki kompozytorskie. W tyk roku wielu próbowało, z PAN ACT, Editions Mego, Senufo, Ertshwile i Touch na czele, ale tylko Robertowi to się udało. Rok 2013 pokazał, że mamy również w Polsce wielu zdolnych i ambitnych artystów działających na polu sztuki dźwięku - jak Wilhelm Bras, Gerard Lebik, Łukasz Kacperczyk, Micromelancolié. Trzymam kciuki by wszystkim starczyło sił i zapału by dojść do takie poziomu jak Piotrowicz.


Rok muzycznych erudytów

Rok 2013 nie przyniósł żadnej radykalnej zmiany w myśleniu o dźwięku, nowych zjawisk czy rewolucji. Wszyscy kontynuowali poszukiwania we wcześniej określonych kierunkach, nowe nadal czai się gdzieś za rogiem. Ale i tak było ciekawie. Może to znak czasów, w których muzyka potencjalnie się skończyła, a uwagę słuchacza można przykuć jedynie nowymi powiązaniami pomiędzy starymi rozwiązaniami. Im sprawniejsze ruch się w grzebaniu w zakamarkach historii muzyki tym większe szanse na dostrzeżenie nowego. Rok 2013 zdecydowanie należał do muzycznych erudytów. Oto lista płyt, które zachwycały błyskotliwością zestawień dźwiękowych i stylistycznych:

AtomTM  - HD (Raster-Noton)
Rashad Becker - Traditional Music of Notional Species Vol. I (PAN-ACT)
Daft Punk - Random Access Memory (Columbia)
Ensemble Skalectrik - Trainwrekz (Editions Mego)
Wojciech Kucharczyk - BANK ACCOUNT (Mik Musik)
Matmos - The Marriage of True Minds (Thrill Jockey)
RP boo - Legacy (Planet Mu)
Gabriel Saloman - Soldier´s Requiem (Miasmah)

Jana Topolski wydał "Widma i Czasy, Muzyka Gerarda Griseya", książkę z nieco odmiennego punktu widzenia udowadniająca, że muzyka i opowiadanie o niej nadal może być przygodą, bez względu na to co się dzieje z przemysłem i nośnikami.

Pop wiecznie młody

Erudyci szczególnie dobrze się mają w muzyce popularnej. Mają wsparcie finansistów uparcie i ślepo szukających powrotu do lat złotych jaj przemysłu muzycznego dzięki nowych technologiom. Mają słuchaczy, którzy dzięki powszechnemy dostępowi do muzyki stają się staystycznie bardziej świadomi muzycznie i wymagający. Powszechne biadolenie nad upadkiem fonografii coraz częściej przeradza się w próby wykorzystywania nowych technologii (24-godzinny teledysk Pharella Williamsa, interaktywny teledysk Boba Dylana, aplikacje na tablety od Devo i Yello), a płyty z masowymi piosenkami zaskakują rozwiązaniami brzmieniowymi i kompozycyjnymi bardziej  niż awangardowi wyjadacze. Nie ma w moim zestawieniu Kanye Westa, Timberlake'a i Beyonce, bo ich płyty choć ciekawe produkcyjnie i każda z paroma perełkami kompozycyjnymi, to w długodystansowym podejsciu zwyczajnie nudzą. Chciałbym natomiast zwrócić uwagę na mniejszych graczy, którzy powoli zdobywają coraz więcej słuchaczy i pierwszą ligę operowania eksperymentalnymi technikami w pieśni popularnej.

Darkside - Psychic (Other People / Matador)
The Knife - Shaking The Habitual (Brille Records)
Major Lazer - Free The Universe (Because Music)
M.I.A. - Matangi (Interscope)
Moderat - II (Monkeytown)
UL/KR - Ament (Thin Man)


Pozdro etno 

Parę z powyższych pop albumów (M.I.A. Major Lazer, The Knife) łączy również silny element etniczny. Właściwie zawsze gdy zawodzi anglosaski paradygmat kompozycyjny, przygody dźwiękowe jak co roku znajdujemy w reszcie świata. Mark Ernestus pierwsze nagrania projektu Jeri-Jeri wypuścił w zeszłym roku, ale w tym ukazała się reszta serii, która  jak dotąd jest ciągle najlepszą próbą łączenia nowoczesnej elektroniki z afrykańską synkopą, Choć nadal czekamy na rewelację na miarę Shangaan Electro, to udane i intrygujące crossovery pojawiły się w postaci projektów Débruit & Alsarah, Owiny Sigoma Band, Acid Arab Collections, Esmerin, Kucharczyk/Ndima. Zupełnie wyjątkowy był Rabih Beaini (czyli Morphosis pojawiający się w paru miejscach tego zestawienia) w łączeniu tradycyjnych libańskich instrumentów z dźwiękowym eksperymentem.
 
Rabih Beaini - Albidaya (Annihaya Records) 
Débruit & Alsarah - Aljawal (Soundway)
Mark Ernestus presents Jeri-Jeri - 800% Ndagga (Ndagga)
Esmerine - Dalmak (Constellation) 
Alfred Ndima & Kucharczyk - Sea Water (Oficyna Biedota)
Owiny Sigoma Band - Power Punch!!! (Brownswood)
Wareika Hill Sounds - No More War (Honest Jon's)
various - Acid Arab Collections (Versatile)

Najciekawsze źródłowe nagrania otrzymaliśmy od Sublime Frequencies (Ethnic Minority Music of Southern China) oraz  Honest Jons i Stefana Schneidera (Mukunguni - New Recordings From Coast Province, Kenya).
various - Ethnic Minority Music of Southern China (Sublime Frequencies)
various - Mukunguni - New Recordings From Coast Province, Kenya (Honest Jon's)

Osobną kategorię stanowią wznowienia zapomnianych nagrań muzycznych freaków, którzy 20-30 lat temu garściami czerpali z tradycji Czarnego Lądu. Perełki poniżej:
Finis Africae - A Last Discovery  The Essential Recordings, 1984-2001 (EM Records)
Lonnie Holley - Just Before Music (Dust To Digital)
Craig Leon - Nommos (Takoma)
Penny Penny - Shaka Bundu (Awesome Tapes from Africa)


Pozdro techno

Nie ustawała również rozpoczęta w zeszłym roku mocna fala mrocznego techno wywodząca się ze słabości do industrialnej estetyki dźwiękowej. Zjawisko, o którym pisałem już w zestawieniu za rok 2012 ilościowo rozwijało się właściwie przez cały kolejny rok. Z jakością było różnie - Opal Tapes miało spory problem z utrzymaniem poziomu, L.I.E.S. postawili na większą różnorodność stylistyczną. Zdecydowanie był to najmodniejszy trend roku, co potwierdza duża część wspólna większości rankingów i podsumowań roku. Wiele projektów zdecydowanie rozwija skrzydła w ujawnieniach koncertowych (i mieliśmy szanse doświadczyć tego również na polskich scenach - Wilhelm Bras, RSS B0YS, Pete Swanson, Kerridge, Regis), podkreślając elementy grane na żywo (czasami do przesady - koledzy z Juju&Jordash na ostatnim Unslundzie polecieli w epicki rozmach prog-rocka), z tendencją do używania analogowych instrumentów, co świadczy o potencjale i aktualności zjawiska. Co ciekawe, muzyka popularna, poza wyjątkami w rodzaju the Knife, nie znalazła tutaj dla siebie inspiracji. Czy kolejny rok będzie równie ciekawy?

Acteurs - s/t (Public Information)
Basic House - Oats (Alter)
Donato Dozzy - Plays Bee Mask (Spectrum Spools)
Gaap Kvlt - Inconnu (Oficyna Bideota)
Ryji Ikeda - Supercodex (Raster-Noton) 
Kerridge - A Fallen Empire (Downwards)
Madteo - Inside (Morphine)
Metasplice - Infratracts (Morphine)
Miles - Unsecured (Modern Love)
Mike Parker - Lustrations (Prologue)
Powell - Untitled (The Death Of Rave)
Prostitutes - Crashed Interiors (Digitalis)
RSS BOYS - TH T00TH 0F TH FTR (Mik Musik) 
Pete Swanson - Punk Authority(Software)
Mika Vainio - Kilo (Blast First Petite)
Wilhelm Bras - Wordless Songs By The Electric Fire (Mik Musik)


W dziedzinie radośniejszego grania był to mniej intensywny rok, ale pojawiło się parę świetnych płyt:
Matias Aguayo - The Visitor (Cómeme)
Jeremy Greenspan - Drums&Drums&Drums (Jiaolong)
Juju & Jordash - Unleash The Golem Part 2 (Golf Channel)
DJ Koze - Amygdala (Pampa)
Ptaki / Maciek Sienkiewicz - The Very Polish Cut-Outs Sampler Vol. 1 (The Very Polish Cut-Outs)


The Shape of Techno to Come

Zmarły w tym roku Zbigniew Karkowski w wywiadznie dla magazynu Neurobot powiedział :
"Sytuacja w muzyce uległa zmianie dzięki techno. Myślę, że właśnie ruch techno otworzył ludziom uszy na różne dziwne dźwięki, nawet dźwięki ekstremalne". Być może kolejny rok upłynie pod znakiem jeszcze większej ilości eksperymentów w dziedzinie tanecznej muzyki. W roku 2013 industrialny sznyt tanecznej muzyki zaowocował również zwróceniem się eksperymentatrów w stronę puslujących basów. Ja zapamiętam szczególnie te pozycje:

Anthony Child - The Space Between People and Things (NNA Tapes)
Rene Hell - Vanilla Call Option (Pan Act)
Huerco S. - Colonial Patterns (Software)
Hanno Leichtmann – Unfinished Portrait Of Youth Today (Tapeworm)
Lutto Lento - Unlucky
Morphosis - Dismantle (Honest Jons)
Personable & Dwellings & Druss - Mirror & Gate Vol. III (OPAL TAPES)
Roly Porter - Life Cycle of a Massive Star (Subtext)
Tricky ‎/ Andy Stott – Valentine Remix (False Idols)
Ben Vida - Extraction (Future Audio Graphics)


Hałas, chaos i przygoda

Również w muzyce niekategoryzowanej, poszukującej brzmieniowo, podobnie jak w techno, zauważalny był powrót do hałaśliwej, prawie noisowej estetyki. Świetny materiały Moslanga i Fusinato dla Bociana, zaskakujący duet Panzner/Start z Erstwhile. Proste przyjemności w najlepszym stylu.
Marco Fusinato - L'Origine / TEMA (Bocian)
G_Park - Sub (23five)
Norbert Möslang - fuzz_galopp (Bocian)
Joe Panzner, Greg Stuart - Dystonia Duos (ErstAEU)


Z kolei akustyczny free improv po latach posuchy zaczął przypominać, może być nadal źródłem przyjemności i przygody dźwiękowej. Od minimalistycznego Loopera, przez abstrakcyjne pomysły Wooleya i Kobiego, do gęstego Slut. Myślę, że wzmożone aktywności na polu elektronicznego eksperymentu nadal stanowią żrodło inspiracji dla muzyków akustycznych, co pokazują z róznych stron poniższe albumy.
Christian Kobi – r a w l i n e s (BDTA)
Looper - Matter (Monotype)
the Necks - Open (ReR)
Paal Nilssen-Love & Mats Gustafsson - Con Gas (Bocian)
Sult - Harm (Bocian)
Nate Wooley & Seymour Wright - About Trumpet and Saxophone (Fataka)

Ambient czy nie (rok temu miałem nawet kategorię nobeat) - poniższe płyty pochodzą od starych wyjadaczy. Udowadniają, że prostą muzykę jest zrobić najtrudniej. Ale jak już się uda, to można słuchać godzinami.
Olivia Block - Karren (Sedimental)
Lucio Capece - Less Is Less - Music For Flying And Pendulating Speakers (Intonema)
Alvin Curran - Shofar Rags (Tzadik)
Kevin Drumm - Tannenbaum (Hospital Productions)
Phill Niblock, Touch Five 2CD (Touch)
MOHHAMAD - Som Sakrifis (Pan Act)
Else Marie Pade & Jacob Kirkegaard - SVÆVNINGER (Important)


Poniższe płyty  łączy przywiązanie do kultury pracy z dźwiękiem pierwszych radiofoników. Kompozycyjnie i koncepcyjnie są różne, choć każda jedyna w swoim rodzaju, zaskakująco świeża brzmieniowo.
0404 - Biedota British Tapes (Oficyna Biedota)
Astor - Inland (Kye)
Michał Kupicz - (Sangoplasmo) 
Graham Lambkin / Jason Lescalleet - Photographs (erstwhile)
Geoff Mullen - filtered water (Type)
Joachim Nordwall - Soul Music (ENTR'ACTE)
Lee Patterson & Vanessa Rossetto - Temperament as Waveform (Another Timbre)


Osobną listę zarezerwowałem dla oficyny BDTA, która w ciągu pół roku zebrała młodych, aktywnych polskich  artystów stawiających wyzwania naszym przyzwyczajeniom słuchowym, poszukujących nowych przestrzeni dźwiękowych. Nie zawsze są to świetnie brzmiące nagrania, ale wyraźnie zakreślające sferę zainteresowań : nagrania terenowe, instalacje dźwiękowe, metody syntezy dźwięku. Tak jak kiedyś Alma Art, potem OBUH czy serie kryzysowa Mik Musik, tak w roku 2013 BDTA udokumentowała stan polskiej sceny eksperymentalnej:
Fischerle / Łukasz Kacperczyk - Split
Micromelancolié – #p st-m d rn_summertime
Porcje Rosołowe – Insects 1-3
Bolesław Wawrzyn – I
Zopan – VHS ESP


Filmy dźwiękowe

Z roku na rok przybywa filmów, w których dźwięk zaczyna odgrywać coraz większe znaczenie, których ścieżki dźwiękowe mógłby funkcjonować osobno i znaleźć się na powyższej liście. Kino jest świetnym miejscem do odsłuchu (te nowoczesne mają przeważnie systemy nagłośnieniowe lepsze niż większość sal koncertowych), a reżyserowie zaczynają doceniać siłę dźwięku jako budulca równoprawnego obrazowi.  Poniżej lista filmów tegorocznych filmów, w których dźwięk nie tylko zapierał dech, ale grał jedną z głównych ról:

Lucien Castaing-Taylor, Véréna Paravel - Leviathan
Philippe Grandrieux - White Epilepsy
Jazmín López - Lions
Peter Strickland - Berberian Sound Studio
Shane Carruth - Upstream Color


Duchologia

Termin hypnagogic pop Keenana i Reynoldsa może był wysnuty trochę na wyrost , jednak fala udanych muzycznych stylizacji utrzymuje się nadal. Możecie to taktować jako listę płyt, które nawiązują do innych czasów, innych rejonów niż nam reszta obecnych w moich zestawieniach. Dla mnie są to próby, często bardzo osobiste, przywołania refleksów dźwiękowych, celowe stylizacje. I śledźcie teksty Olgi Drendy.

1991 - High-Tech High-Life (Opal Tapes)
Wojciech Bąkowski - Kształt (Bocian)
Dean Blunt - The Redeemer (Hippos In Tanks)
Lucrecia Dalt - Syzygy (Human Ear)
Oneohtrix Point Never - R Plus Seven (Warp)The Stranger - Watching Dead Empires in Decay (Modern love)
Soft Focus - s/t (Shako)
Rainer Veil - Struck (Modern Love)
Patryk Zakrocki - Martian Landscapes (Bołt)

Archiwalia

W dziale z historycznymi nagraniami jak co roku duży ruch i masa świetnej muzyki. Ciężko trafić na słabe pozycje, ale również coraz trudniej o zaskoczenie, co zmusza wytwórnie i kuratorów i sięgania coraz głębiej w archiwa studiów muzyki eksperymentalnej. Świetnie dobrane i wyprodukowane reedycje z archiwów GRM i GAME kontynuowały w rym roku Editions Mego i Sub Rosa, z których właściwie każda pozycja zasługuje na osobne omówienie. Mnie jednak bardziej cieszyły mniej oczywiste strzały - obok niestrudzonego Bołta (w tym roku dwa doskonałe wydawnictwa z dokumentami pochodzącymi z wystawy Dźwięki Elektrycznego Ciała z perełką od Zygmunta Krauze) na rynek wchodzi inicjatywa Trzecia Fala, która sięga do archiwów mniej znanej polskiej muzyki improwizowanej. Grupa w Składzie może nie do końca zdaje próbę czasu, ale jest to na pewno ważna pozycja w historii polskiej muzyki. Natomiast przemycony ukradkiem przy okazji tegorocznej Warszawskiej Jesieni zestaw Awangarda Włodzimierza Kotońskiego to najlepsza pozycja z kręgu polskiego sonoryzmu i produkcji SEPR. Na świecie z kolei Morphine Records (prowadzone przez jednego z bohaterów mojego podsumowania - Rabiha Beainiego) na fali powrotu do analogowych syntezatorów przypomniała niesamowite nagrania Charlesa Cohena.

Charles Cohen - Music for Dance and Theater (Morphine)
Grupa w Skladzie (Trzecia Fala)
Zygmunt Krauze - Spatial Music  (Bołt)
Włodzimierz Kotoński - Awangarda (Polskie Nagrania)
Eliane Radigue - Psi 847 (Oral)
Various - Institute for Psychoacoustics & Electronic Music; 50 Years of Electronic & Electroacoustic Music at the Ghent University (Metaphon)
Various - Sounding the Body Electric (Bołt)

Richard Youngs

Youngs po raz kolejny udowodnił, że stanowi kategorię samą w sobie. 5 płyt, każda odmienna stylistycznie, od razu rozpoznawalna, a zarazem nieprzystająca gatunkowo. Hipnotyczny głos i muzyka jedyna w swoim rodzaju.

Richard Youngs - Barbed Wire Explosion in the Kingdom of Atlantis (Sonic Oyster Vinyl)
Richard Youngs - Calmont Breakdown (Fourth Dimension)
Richard Youngs - Summer Through My Mind (Ba Da Bing)
Richard Youngs - No Retreat In Comfort (Ba Da Bing)
Richard Youngs - Regions of the Old School (MIE)



Życzę wszystkim co najmniej równie udanego i ciekawego roku 2014.

czwartek, 19 grudnia 2013

Zima Czarnego Latawca cz. II


20 grudnia Czarny Latawiec razem z VJ Emiko i Kubą Sucharem w Zachęcie na warszaskiej premierze BIURA. Stołeczna prezentacja Mikofona.


    




środa, 6 listopada 2013

Jesienie Czarnego Latawca cz. II

Najbliższy weekend we Wrocławiu to moc atrakcji dla dźwiękowych podróżników.



CZWARTEK, 7.11 - o 20:30 w kawiarni Cocofil koncert Czanego Latawca z okazji wrocławskich premier  nowych dwóch numerów magazynu BIURO i płyty "Mikophonic Workshop". Wrocławski numer BIURA traktuje o (trudnej) sytuacji oddolnych inicjatyw w mieście kulturalnych kuriozów. Później w ramach festiwalu industrialnego koledzy z oficyny Monotype - Mirt i Komora A.



SOBOTA, 9.11 - o 21:00 Pod Pałacykiem afrykańskie poszukiwania w nowym cyklu Skalary. Gość specjalny, High Wolf. Jak się pośpieszycie to zdążycie również na koncert Aluk Todolo, o którym pisaliśmy swego czasu.



NIEDZIELA, 10.11 - Pod Pałacykiem grupa MOE, tworzona przez członków grupy SLUT, której doskonałą płytę swego czasu wydał Bocian Records.







niedziela, 20 października 2013

Noise i co dalej?


Z Unsoundu lecimy prosto na Musica Electronica Nova. Festiwal już trwa, a w poniedziałek o godz. 17:00 w księgarni Tajne Komplety we Wrocławiu zapraszam na spotkanie promocyjne ostatniego numeru Glissanda. gdzie będę debatować na temat zjawiska hałasu w muzyce.

wtorek, 15 października 2013

Jesienie Czarnego Latawca cz. I


Najbliższy piątek z Czarnym Latawcem - showcase oficyny Mikmusik podczas krakowskiego festiwalu Unsound i krótkie, acz intensywne występy mikowych rycerzy dźwiękowych. A w trakcie targów płytowych premiera albumu z okładką autorstwa Kamy Sokolnickiej.



Stay tuned!

czwartek, 22 sierpnia 2013

Wakacje z Czarnym Latawcem cz. II














Na zamówienie oficyny Mik Musik na Festiwal Tauron Nowa Muzyka Czarny Latawiec przygotował kompozycję bazującą na nagraniach z 14-letniego archiwum tej jakże zasłużonej dla polskiej muzyki oficyny. W ramach tego samego programu odbędzie się pierwszy polski publiczny występ grupy RSS B0YS. Zapraszamy w piątek od godziny 20 na scenę SHOWCASE.









piątek, 19 lipca 2013

Wakacje z Czarnym Latawcem cz. I

Kama Sokolnickastudio radiowe Warszawa I 1937 r. (za archiwum Polskiego Radia), 2012
Na zaproszenie Kamy Sokolnickiej Czarny Latawiec przygotował ścieżkę dźwiękową do pracy "studio radiowe Warszawa I 1937 r. (za archiwum Polskiego Radia)". Projekcja każdego dnia o północy, przez godzinę, w galerii BWA Design we Wrocławiu w ramach wystawy Midnight Show na festiwalu Nowe Horyzonty. The shape of radiophonic workshop to come.


piątek, 21 czerwca 2013

Scena Dźwiękowa 11. edycji Survivalu


Podczas tegorocznej edycji Przeglądu Sztuki SURVIVAL mam przyjemność tworzyć program Sceny Dźwiękowej, w ramach której będziemy starali się wejść w dialog z audiosferą i melosferą wrocławskich wybrzeży Odry.

Zaproszeni artyści (Marek Brandt, Paweł Kowzan + Konrad Gmurek, Paweł Kulczyński, Wojciech Kucharczyk, Gaap Kvlt, Gerard Lebik) zaprezentują kompozycje i działania dźwiękowe emitowane z pływającej po Odrze i jej kanałach łodzi (22 czerwca, 17:00 - 22:00). Będzie to wyzwanie pracy w zupełnie nowej i niecodziennej przestrzeni akustycznej, jak również działania w harmonii z naturą, tworzeniem wynikającym z idei głębokiego słuchania (deep listening Pauline Oliveros) . Współczesna fonosfera jest pełna muzyki głośnej, agresywnej, pomijającą, a często gwałcącej naturalną przestrzeń. Ideą naszego projektu jest pokazanie muzyki świadomie istniejącej w harmonii z otoczeniem. W trakcie trwania projekcji dźwiękowych naukowcy Pracowni Badań Pejzażu Dźwiękowego przy Instytucie Kulturoznastwa UWr. przeprowadzą badania recepcji tych działań wśród mieszkańców Wrocławia i widzów Przeglądu.

Olga Kaniewska i Andrzej Koper poprowadzą warsztaty realizacji nagrań terenowych . Bazując na doświadczeniach Annei Lockwood w tworzeniu map dźwiękowych rzek Danube i Hudson oraz wywodzącej się z praktyki ekologii dźwiękowej Raymonda Murraya Schafera idei analizy recepcji audiosfery będziemy przysłuchiwać się i nagrywać brzmienie Wrocławia nad i pod wodą Odry. Zrealizowane nagrania trafią do Dźwiękowej Mapy Wrocławia i będą udostępniane na licencji Creative Commons.

Klamrą spinająca nasze działania będzie panel dyskusyjny o audiosferze miejskiej (23 czerwca, 17:00). Spotkanie rozpoczniemy projekcją filmu Raquel Castro "Soundwalkers" o artystach zajmujących się nagraniami terenowymi, Marek Brand przedstawi  szczegóły projektu “Muzyka dla zwierząt”, a oTomasz Sielicki (Towarzystwo Upiększania Miasta Wrocławia) opowie o swojej fascynacji dźwiękami dzwonków i dzwonów Wrocławia. W ramach dyskusji panelowej z udziałem Roberta Losiaka i naukowców Pracowni Badań Pejzażu Dźwiękowego UWr. oraz Aleksandry Wasilkowskiej (kuratorki Laboratorium Sztuki i Architektury w ramach ESK2016)  podsumujemy "sruvivalowe" działania wokół Odry oraz omówimy najważniejsze problemy wrocławskiej audiosfery (rewitalizacja akustyczna, strefy wolne od transportu i nieobjęte ciszą nocną, krajobraz dźwiękowy Wrocławia a program ESK2016). Dyskusję poprowadzi Krzysztof Marciniak z magazynu Glissando.

Zapraszam serdecznie!

wtorek, 9 kwietnia 2013

When Attitudes Become Form


W najnowszym numerze Dwutygodnika Janek Topolski zwinnie podsumowuje zintensyfikowane działania  ostatnich lat mające na celu przypomnieć, a czasem na nowo zinterpretować dorobek Studia Eksperymentalnego Polskiego Radia. Ciężko się jednak zgodzić z zapowiadającym tekst fragmentem - "To, co obecnie dzieje się wokół Studia Eksperymentalnego Polskiego Radia, jest naprawdę niesamowite. To tryumf żywej kultury, a zarazem powrót cyfrowych obywateli do ery analogowej". Kultura ta jest do dawna martwa - najpierw porzucona przez jej najsłynniejszych beneficjentów, potem zapomniana przez fundatorów, wreszcie zaprzepaszczona przez kolejne pokolenia pedagogów.

Dzielny Bołt Records zdobywa fundusze na następne publikacje bogatej spuścizny, przeczesuje archiwa i szuka nowych kontekstów. Jednak powody tej mrówczej pracy nie pojawiają się wśród tez zamykających wspomniany artykuł. Dorobek SEPR był przez lata był pilnie strzeżony przed uszami zwykłych słuchaczy przez betonowych strażników neoromantyzmu (słynna anegdota o nieprzyjęciu Rudnika do ZKP). W tekście zdawkowo wspomina się o problemach, jakie Wojcek Czern miał przy okazji pionierskiej publikacji "Rękopisu znalezionego w Saragossie". Z SEPR udało się rozprawić, teraz w kolejce czekają potężniejsze i jeszcze bardziej ryzykowane pod względem wartości artystycznej archiwa Warszawskiej Jesieni, póki co również dostępne tylko dla wąskiego grona szczęśliwych wybrańców.



Nowe interpretacje kompozycji nagrywanych w SEPR to ciekawa zabawa stylistyczna, w dobrze określonych gatunkach, które jednak przestały być eksperymentem, choć są znakomitym dowodem na ponadczasowość taktyk dźwiękowych pionierów SEPR, odporność na próby czasu. Podobnie publikacja Bęc Zmiany jest jedynie wspomnieniem i leksykonem starych praktyk, nie przynosi odpowiedzi na stawiane na początku tezy: "wyczerpany potencjał postępu stawia nas przed koniecznością szukania innego paradygmatu, reguły zdolnej do ustanowienia nowych terytoriów eksperymentowania". Czy mamy więc do czynienia jedynie z tytułową modą na "powrót cyfrowych obywateli do ery analogowej" - seryjne syntezatory analogowe i nostalgicznie źle brzmiące kaset magnetofonowe?

Paweł Kulczyński, fot. Random Shooting
Paweł Kulczyński aka Wilhelm Bras samodzielnie buduje syntezatory i gra na nich muzykę wymykającą się prostym definicjom. Jako Wilhelm Bras opublikował w tym roku w oficynie Mik Musik płytę pozornie taneczną, opartą na syntezatorowych rytmach i hałaśliwych dźwiękach. Niby blisko stąd do ostatnich produkcji oficyn Digitalis, Opal Tapes czy Pan Act. Jednak Wilhelm z jednej strony ma słabość do bardziej epickich, prawie house'owych struktur, z drugiej faktury brzmieniowe zdradzają sonorystyczne zainteresowania. Podczas ostatniego koncertu we wrocławskiej galerii Entropia struktury rytmiczne wielokrotnie zwolnił i okroił do bazowych, zdawkowych elementów jedynie naznaczających składowe kompozycji. Fragmentu możecie posłuchać poniżej:


Kulczyński sam wspomina, jego muzyka to ciągłe próby okiełznania nieprzewidywalnej materii syntezatorów własnej konstrukcji, sporo więc w tej muzyce improwizacji i zaskoczenia, eksperymentu w duchu Terence Dwyera. Jednak to, co jest szczególnie interesujące w muzyce Pawła to świadomość przestrzeni i zachowania w niej dźwięku. W ramach projektu "When Attitudes Become Form" (tytuł zaczerpnięty z wystawy kuratorowanej przez Haralda Szeemanna) nagrywa w niecodziennych dla muzyki miejscach wykorzystując ich właściwości akustyczne, traktując je jako instrument do pracy z dźwiękiem. Jego najnowsze wydawnictwo to zapis nagrań zrealizowanych z ogromnym betonowym silosie.



Praktyka ta obecna w dokonaniach grupy Emptyset (płyty "Medium" i "Material", tegoroczny projekt w Tate Modern), wcześniej Deep Listening Band (ich ostatnie wydawnictwo z okazji 80. urodzin Paulien Oliveros, wielokanałowe przestrzenne nagrania zrealizowane podczas rezydencji w Town Hall Seattle, wydane pałytach przez Important i Taiga, idee sferycznego słuchania i techniki realizacji nagrań Davida Gampera to temat na osobny wpis) posiada również skromną polską tradycję. Jako uzupełnienie wystawy Dźwięki Elektrycznego Ciała Bołt Records i Muzeum Sztuki w Łodzi wydało płytę z kompozycjami Zygmunta Krauze. Idea projektu Spatial Music była prosta - przez rozwiązania architektoniczne i dać słuchaczowi możliwość operowania w przestrzeni własnym odbiorem utworu muzycznego tak, jak kompozytor tworzy przy użyciu fragmentów taśm magnetofonowych. Płyta z Bołta zawiera dwie interpretacje - studyjną z roku 1968 autorstwa Krauzego oraz dokumentację łódzkiej realizacji z 2012 roku zmiksowaną przez Arszyna (możecie też posłuchać interpretacji naszego redakcyjnego kolegi). Zestaw jest uzupełniony przez kolejną realizację tej idei - "Fête galante et pastorale" w 1974 roku została skomponowany na architekturę barokowe zamku  Eggenborgu i zespół Pro Arte Ensemble Graz. Połączenie elementów elektroakustycznych z fragmentami barokowymi przywołuje na myśl soundtrack Pendereckiego do "Rękopisu znalezionego w Saragossie" (1963), u Krauzego mamy jednak bardziej intensywna dźwiękowa, bardziej plastyczną, przywodząca na myśl kino Wojciecha Jerzego Hasa czy ostatnie kameralne produkcje Michaela Pisaro, Jimiego Tenora i Markusa Poppa.


W podobny  nurt kolażu dźwiękowego wpisuje się najnowsze wydawnictwo Sangoplasmo.  Michał Kupicz do tej pory znany z realizacji nagrań (BNNT, Ingito Tree, wiele z wydawnictw Oficyny Biedota) swój pierwszy solowy album oparł na materiale dźwiękowym pochodzącym z sesji artystów, z którymi miał okazję pracować. Nie jest to jednak typowa praca samplingowa, Michał skupia się na brudach, pogłosach, przypadkowych sprzężeniach, dźwiękowych fantomach układanych w kompozycje kompletnie zrywające z zamiarami ich wykonawców. Na stronie pierwszej wyróżnia się wielowarstwowa konstrukcja oparta na dźwiękach trąbki Artura Majdewskiego z Mikrokolektywu przywołująca na myśl ideę instrumentalnej muzyki konkretnej  Lachenmanna, jak również zaszumiona realizacja pełna pełna niepokojących radiowych pogłosów. Strona druga to krótka impresja na temat plamy frippertronikowej i następująca po niej arytmicznie przekorna, zdawkowa pseudo-improwizacja free-jazzowego combo przechodząca w ludowe wielogłosy. "Bez tutułu" Kupicza to jedno z najciekawszych jak dotąd nawiązań do idei taśmowego eksperymentu w tradycji realizacji studia Patkowskiego i Rudnika.

wtorek, 26 marca 2013

Acousmaximus Bite


Gdy pisałem niedawno o związkach muzyki popularnej i awangard kompozytorskich XX. wieku, ciężko było znaleźć pozytywne polskie przykłady tego zjawiska. Najnowsze wydawnictwo Roberta Piotrowicza "When Snakeboy is Dying" nie jest kolejną próbą zmierzenia się z konwencją piosenki popularnej, prezentuje jednak ciekawe rozwinięcie idei konfrontacji dźwiękowej tradycji ze współczesną wrażliwością. Najnowsza produkcja Piotrowicza opiera się na prostych, tonalnych partiach instrumentów akustycznych rozszerzanych przez złożone harmonicznie warstwy syntezatorowe. Uzyskuje niecodzienny efekt - słuchacz jednej strony ma wrażenie prostej, minimalistycznej i oszczędnej muzyki, prawie popularnej formy. Z drugiej utrzymuje podskórny niepokój przez harmoniczne zakłócenia, brzmieniowe dysonanse i efekty przestrzenne. Pomimo wrażliwości dźwiękowej i minimalizmowi kompozycyjnemu podobnemu jak u bohaterów mojej serii o ciszy,  mamy do czynienia z muzyką gęstszą i intensywniejszą we względu na wielowarstwową formułę kompozycyjną, brzmieniową i emocjonalną.

Nagrania instrumentów akustycznych (fortepian,wibrafon, gitara) powstały przy okazji audiobooka "Pan Cogito" Zbigniewa Herberta. "When Snakeboy is Dying" dzieli z tymi nagraniami motywy melodyczne, ma jednak zupełnie odmienną, gęstszą strukturę dźwiękową i kompozycyjną. Proste, minimalistyczne partie fortepianu są uzupełniane przez gęste harmonie syntezatora analogowego. Skupione dronowe pulsacje w stylu Eliane Radigue przechodzą w wielowarstwowe dźwiękowe faktury jak u Helmuta Lachenmanna. Idea luźnych nawiązań do tradycyjnej muzyki była juz obecna na płycie "Rurokura and Eastern European Folk Music Research Volume 2", która powstała przy okazji nagrywania "When Snakeboy..." . Nie jest to jednak proste łączenie minimalizmu z folklorem (jak Górecki, Part czy Gubaidulina), jest to raczej próba oddania pierwotnej intensywności doznań ludowych rytuałów przy pomocy współczesnym spektrum  brzmieniowego. Coś, do czego dążyli Harry Partch czy rumuńscy kompozytorzy jak Dumitrescu (elektroakustyka), Radulescu (spektralizm) czy Georgescu (minimalizm). Na rytualność wskazują nie tylko tytuły utworów, ale również konstrukcja kompozycji z powracającym motywem melodycznym.

Nie są to jednak sztywne ramy interpretacyjne tej muzyki, jej narracyjność wynika raczej z wrażliwości dźwiękowej.  Warstwa brzmieniowa "When Snakeboy is Dying" przywołuje na myśl najodważniejsze konstrukcje syntezatorowe Parmegianiego połączone z intuicją muzyczną Fausto Romitelliego i sonorystycznego Pendereckiego. Domyślam się, że wszystkie te zestawienia mogą się wydać karkołomne, jednak oddają ducha tej muzyki - z jednej strony oddziałującej wprost na zmysły warstwą brzmieniową, z drugiej rzucającej wyzwanie odwołaniami do wielu tradycji muzycznych.





Ciekawe jest u Piotrowicza szczególne zainteresowanie pracą z brzmieniem  instrumentów klasycznych i dawnych. W tamtym roku nakładem oficyny prowadzonej przez Jozef van Wissem ukazała się składanka New Music For Old Instruments prezentująca nagrania z festiwalu o takiej samej nazwie, starające się wyprowadzić tradycyjne instrumenty poza ich tradycyjne ramy brzmieniowe i formalne (nota bene z jednym z bohaterów tej płyty, skrzypkiem C Spencer Yeh, Piotrowicz wydał wspólny album w Bocian Records). Stephan Matthieu od wielu lat przetwarza na wielowarstwowe struktury brzmienia starych instrumentów strunowych i płyt gramofonowych z początku XX. wieku. Jego najnowsza płyta, "The Falling Rocket" , zapiera dech brzmieniowym rozmachem, a współpraca z Robertem Hampsonem w reaktywowanym Main budzi nadzieje na nowy rozdział muzyki szumów. Z podobnej do Piotrowicza perspektywy kompozytorskiej i brzmieniowej wychodzą również australijczycy James Rushford i Joe Talia  (których rewelacyjny album "Paper Fault Line" wydał w roku 2011 Bocian Records) czy Oren Ambarchi (np. "Audience of One" dla Touch), u którego mimo zmiany orkiestry kameralnej na skład krautrockowy pojawiają się podobne inspiracje elektroakustyczną awangardą.

Najistotniejszy jest tutaj fakt, że każdy ze wspomnianych projektów prezentuje oryginalny koncept brzmieniowy, z pogranicza odległych stylistycznie i czasowo światów muzycznych. I nie jest to przewidywalny programowo postmodernizm czy próba nobilitowania skostniałej muzyki akademickiej do ram kultury masowej. Gra rozgrywa się na bardziej subtelnym poziomie, gdzie nie ma miejsca na pseudo-kuratorskie oszustwa, a intuicja i muzyczna erudycja przemawiają z samej muzyki.

rozmowie z Piotrem Tkaczem Robert Piotrowicz tak opowiada o zmysłowości swojej muzyki:
Jeśli połączyć te wartości – zmysłowość konstrukcji dźwiękowej oraz narrację i realizację pewnego pierwiastka intelektualnego, który nie jest emanacją erudycji, a raczej właściwości kreatywnych – można osiągnąć pewien stan totalny, który jest dla mnie jasno świecącym celem. Wręcz mnie oślepia. Projektowanie dźwięku w złożonej formie fizycznej pozwala osiągać zmysłowość.



sobota, 16 marca 2013

the murk of the future



Premiera drugiego albumu RSS B0YS przypadła na dzień, w którym po świecie rozniosła się informacja o likwidacji przez Google najpopularniejszego agregatora kanałów RSS. Być może jest to jeden z kolejnych ciosów wymierzonych światu wolnej informacji - korporacje internetowe chętnie by się pozbyły tego otwartego standardu na rzecz swoich zamkniętych komercyjnych rozwiązań (jak Twitter, Facebook i Google+). RSS Reader to obecnie najpopularniejsza platforma dla czytników kanałów RSS i może się poważnie przyczynić do marginalizacji tego standardu. Na początku tego roku Aaron Swartz, jeden z autorów standardu RSS, popełnił samobójstwo.

Tajemniczy duet RSS B0YS ma więc powody do mroku, nie tylko te związane z kondycją wolnego obiegu informacji. Mrok jest pierwszym wrażeniem, które uderza po kontakcie z ich nowym wydawnictwem. Dzieli zresztą ten nastrój z dwiema ostatnimi pozycjami w "jeszcze bardziej sekretnej serii" Mik.Musik.!. -  Pawłem Peselem i Magrove Mangrave,  Odpowiedź na kryzys i trudne czasy, jak również solidne przepracowanie schematów związanych z ponurym nastrojem w muzyce - tu nie ma miejsca na popłakiwanie za dawnymi czasami, budujemy i szukamy nowego. TH T00TH 0F TH FTR !






Jednak najistotniejszym nowum tej płyty w stosunku do debiutu jest gęstość - rytmów i brzmienia. Utwory są krótsze , ale dzieje się w nich więcej - rytmy i ich pochodzenie zmienia się średnio co 30 sekund, zakres od tradycyjnego już dla RSS-ów basic-channelowego minimal techno, przez gęste podziały afrykańskie do kwasowych  mutacji R'n'B, soulu i funku. Pomimo zeszłorocznego sukcesu Robert Hood powinien u RSS B0YS zweryfikować wizje futurystycznego Detroit. Przejścia rytmiczne są mocno zaskakujące - wyobraźcie sobie Art of Noise z sekwencerami zaprogramowanymi przez nastoletnie Autechre. Prawdziwe arhythmic perfection. Miksowanie tej muzyki będą wyzwaniem nawet dla najodważniejszych dj-ów. O ile "W D0NT BLV N HYP" zachwycało przede wszystkich rozpracowanie afrykańskich rytmów, to nowa płyta obezwładnia żonglerką tempem i inspiracjami z całego świata, od gorącego południa do dalekiego wschodu.

Produkcja "TH T00TH 0F TH FTR" jest równie szalona - doprowadzona do ekstremum kompresja łańcuchowa  miejscami rozsadza głośniki, potężne basy w najmniej oczywistych momentach. Wszędzie w tle przelatują industrialne brzmienia, które stanowią o posępnym, mrocznym charakterze płyty. Jednak jest to bardzo dynamiczny mrok, zmieniający się co rusz w kanonadę psychodelicznych syntez.

Rejony, w które Andy Stott nie odważył się pójść.
Rejony, na ktore Silent Servant i Cut Hands są za leniwi, a Raime za młodzi.
Brzmienie, jakie Art of Noise chcieli zawsze mieć.


A na ile jest to mrok RSS-ów jest meta-mrokiem doskonale pokazuję doskonały rework z EP'ki z remiksami utworu OMG:







Nowe wydawnictwo RSS B0YS jest dobrą okazją do krótkiego remanentu młodej sceny post-industrialnej pierwszego kwartału 2013. Wszak sukces tego środowiska w ostatnim roku próbują nadal utrzymać takie oficyny jak Hospital Productions, Public Information, Opal Tapes, Prologue. Nowa płyta Function ("Incubation" dla Ostgut Ton, oficyny prowadzonej przez berlińska mekkę współczesnego techno - klub Berghain) , jednego z członków Sandwell District, bardzo dobrze przyjęta przez prasę, niebezpiecznie zmierza w stronę rozmiękczonych, prawie new-age'owych plam syntezatorów. Prologue zdążył już wydać Notfromearth "First Contact" i Cassegrain "Tiamat", Obie płyty sprawnie zagrane, jednak nie tak błyskotliwe jak Voice From The Lake. Rainforest Spiritual Enslavement, obok Prurienta flagowy projekt Hospital Productions, w tym roku opublikował zestaw "Plant With Many Faces / Folklore Venom" - nie rozczarowuje, ale tez nic nowego do wypracowanej już formuły nie wnosi. Podobnie nowe wydawnictwa Emptyset ("Material") i Demdike Stare ("The Weight of Culture").

Ale są i pozytywne zaskoczenia. Jim Donadio w projekcie Prostitutes, porównywanym do Containera, Pete Swansona i Cut Hands, prezentuje hybrydę oscylatorowych hałasów i połamanych rytmów rodem BBC Radiophonic Workshop. Digitalis opublikowało właśnie "Crushed Interior", a chwilę wcześniej w Opal Tapes ukazał się split z Basic House. Moim zdaniem najbardziej ożywcza propozycja sceny nawiązującej do mrocznego dub techno. Depcze mu po piętach kolejny mocny zawodnik ze stajni Mik.Musik.!. - Wilhelm Bras (o którym więcej w jednym z kolejnych odcinków Canti Illuminati). Wreszcie projekt Acteurs, członka grupy Disappears (Kranky) oraz były inżynier dźwięku Sonic Youth i Pavement. Wyraźnie odwołujący się do odkryć ostatnich lat (np. Tropics of Cancer i F.C.Judd), proponuje bardziej taneczne rozwiązania, wręcz synth-popowe, nastawione na żywy kontakt sceniczny. Pomimo sprawnej produkcji (podobno w dużej mierze na iPadzie) ciężko się oprzeć wrażeniu, że wszystko to już gdzieś słyszeliśmy...


Acteurs - Cloud Generating from Public Information on Vimeo.


...co doskonale puentuje Pete Swanson na najnowszej płycie dla Software Records...






środa, 13 marca 2013

silence pop (3/3) - chopped and screwed



Michael Pisaro's Tombstones from HEM Berlin on Vimeo.

Nagrania Pisaro wydane przez Gravity Wave w 2013 nie były pierwszymi próbami zmierzenia się z bardziej tradycyjnymi formami muzycznymi. Opublikowany worku 2012 album "Tombstones" zawierał odważniejszą i mocno konceptualną próbą zderzenia wcześniejszych przemyśleń i doświadczeń dźwiękowych z formułą muzyki popularnej - piosenką. Utwory z "Tombstones" powstawały przez 6 lat. Początkowo było to zamówienie od grupy Wandelweiser na utwór wokalny. Z czasem Pisaro zaczął się zastanawiać nad tym, czy w ogólne uda się stworzyć niezdeterminowaną piosenkę. Znając już doświadczenia Cage'a (seria Song Books), ze swojego  eksperymentu wykluczył zmiany formalne.

W poprzednim odcinku odwoływałem się do soulowych korzeni kompozytora, jego fascynacji duchowością i bezpośredniością muzyki, jaką zapamiętał z domu rodzinnego z czasów dzieciństwa. Utwory z  "Tombstones" odwołują się do wspomnień emocji i myśli, jakie mogą po sobie pozostawiać popularne piosenki. Nie cytuje wprost, bazuje na krótkich fragmentach melodii czy tekstu. Praktyka kompozytorska pozostaje taka sama jak w jego wcześniejszych pracach, ale materiał źródłowy jest zmieniony - zamiast nagrań terenowych są fragmenty melodii piosenek, kontemplacja i dekonstrukcja brzmienia tam tamu jest zastąpiona przez grę ze słowami i znaczeniami.

Nie znamy wszystkich źródłowych piosenek, nie są one najważniejsze, w wywiadach Pisaro wspomina o Robercie Johnsonie ("Blues Fall"), Bobie Dylanie ("New Orleans"), the Beatles ("Silent Cloud"), DJ Screw. Obecność tego ostatniego nie powinna dziwić, wszak "Tombstones" to mocno ekstremalna implementacja techniki  chopped and screwed - rozciągnięte zostają nie tylko dźwięki i brzmienia, które mogą trwać w nieskończoność, ale również znaczenia i emocje. Tak gdybyśmy próbowali zatrzymać chwilę i związane z nią przeżycia. Powody są właściwie te same, dla których słuchamy ulubionych piosenek wielokrotnie, czy wracamy do szczególnych fragmentów filmów. Moment olśnienia, dotknięciu nowego w zwykłej piosence, rozciągniętej w nieskończoność chwili. Tak jak w poprzednich praca Pisaro rozkładał na czynniki pierwsze elementy kompozycji i brzmienia, tak tutaj rozkłada na atomy elementy i konteksty piosenek. W tradycji Wandelweiser poddawano pod dyskusje rolę ciszy i upływu czasu w kompozycji, tutaj podobna dyskusja prowadzona jest na poziomie znaczeń i skojarzeń. Jak jak oderwane od kontekstu pierwotnej piosenki jej mogą funkcjonować w nowej formie, jak mogą reagować z ciszą? Praktyka Deep Listening w muzyce popularnej?

Tradycyjnie dla Pisaro mamy pieczołowicie dobrane brzmienia, utwory rozpisane na duży zespół  (gitara, bas, perkusja, flet, skrzypce, fisharmonia, fortepian), muzykom i wokalistom udaje się uniknąć chłodu muzyki współczesnej, szczególnie w partiach improwizowanych. W składzie ciekawostką jest Tashi Wada, syn króla minimalizmu Yoshi Wady.  Ostatnia w cyklu piosenka została napisana specjalnie dla Julii Holter, która tutaj śpiewa i gra na fisharmonii.

Tutaj możecie posłuchać efektów współpracy Julii Holter z kompozytorem Danielem Wohlem (uczniem Davida Langa), zespołem muzyki współczesnej Transit i wokalistką Laurel Helo. Klasyczna w formie, nie tak odważna formalnie jak kompozycje z Pisaro, zdradza jednak tę samą wrażliwość na  zjawiska dźwiękowe. Niestety brak  świeżej myśli muzycznej. Doskonały przykład na to, że idea konceptu muzycznego nie daje żadnej gwarancji powodzenia przedsięwzięcia kompozycyjnego. Wytyczne stawiane przez grupę Wandelweiser to dopiero początek drogi. Podobnie jak obchody roku Cage'a nie przyniosły nowych nurtów myślowych, tak samo brak jest kontynuatorów myśli  Breugnera i Malfattiego.

Jednak jest sporo wyśmienitych przykładów mirażu muzyki popularnej z minimalizmem brzmieniowym i kompozycyjnym. Młodzi improwizatorzy, kontynuatorzy ścieżki AMM i Wandelweiser często próbowali łączyć doświadczenia awangardy dźwiękowej z formułą piosenkową. W roku 2003 Oren Ambarchi wydaje piosenkową płytę z zespołem Sun (Staubgold). W 2004 dwaj członkowie grupy Polwechsel (Martin Brandlmayr i Werner Dafeldecker) wspólnie z Dean Robertsem wydają piosenkowo-eksperymentalną płytę projektu Autistic Daughters (Kranky).



Najważniejsi norwescy improwizatorzy młodego pokolenia (Ivar Grydeland, Ingar Zach, Tonny Kluften) w 2006 roku dla Rune Grammofon nagrywają popową płytę Huntsville.



W 2008 Erstwhile powoduje sublabel ErstPOP i debiutuje abstrakcyjnymi piosenkami zespołu Magic I.D. z Berlina (Kai Fagaschinski, Margareth Kammerer, Michael Thieke wsparci przez Christofa Kurzmanna).




Oczywiście nie byłbym sobą gdybym nie wrzucił kamyczka do polskiego współczesnego grajdołka. Obchody Roku Lutosławskiego mogłyby być dobra okazją do promocji tak wszechstronnego podejścia do tradycji i awangard, łączenia pozornie przeciwstawnych sobie gatunków. Zamiast tego mamy wszechobecną konserwę (wałkowanie Zimermana) lub silenie się na pozorną nowoczesność (produkcje Sacrum Profanum).  Może powinniśmy odegrać Dziady z okazji obchodów setnych urodzin Lutosławskiego by wreszcie wyzwolić się pędów jego myśli?

wtorek, 12 marca 2013

silence pop (2/3) - fala grawitacyjna


Efekt fali grawitacyjnej nad Wrocławiem, fot. archiwum Canti Illuminati





















Początkowo Michael Pisaro był mocno związany z pierwotnymi praktykami kolektywu Wandelweiser. Unikał zamkniętych form kompozycyjnych, jego prace wynikały z kontynuacji myśli cage-owskiej - główny element kompozycji to cisza, analiza zależności pomiędzy pojedynczymi dźwiękami, tym, jak zmienia się nasza percepcja dźwięku i czasu w zależności od zmiennych relacji czasowych i interferencji składowych brzmienia. Muzyka zredukowana do jej podstawowych składników. Pisaro  pisze muzykę o słuchaniu.

Wiele utworów Pisaro opartych jest field recordings, definowane nie jako dźwiękowa pocztówka czy fotograficzna pamiątka z danego miejsca, ale wyzwanie słuchowe, punkt wyjścia dla zdarzenia dźwiękowego. Czteroczęściowa seria "Transparemt City" (2004-2006), bazująca na ideach głębokiego słuchania i ekologi dźwiękowej, to wynik poszukiwania harmonii w dźwiękach otoczenia, podkreślanych przez odpowiednio dobrane sinusoidy. W "July Mountain" (2010) field recordings uzupełniane przez gęste perkusjonalia są ilustracja wiersza Wallace Stevens. W nagranaj z okazji 50. rocznicy ukazania się pracy Silence Johna Cage'a kompozycji "Fields Have Ears" (2010, 2012) 14  instrumentalistów ma za zadanie wchodzić w reakcje z otaczającymi ich dźwiękami otoczenia.

Również uważnie jak dźwiękom otoczenia Pisaro przysłuchuje się dźwiękom instrumentów. W serii "Hearing Metal" (2009 - 2011) bada składowe brzmieniowe 60cm tam tamu, układając z nich konstrukcje na kształt niekończących się wielogłosowych chorałów. W efekcie słyszymy potężne struktury brzmieniowe, jakby instalacje Harry Bertoii rozciągnięte harmoniczne. Kompozycja "An Unrhymed Chord" (2003) wymaga od giatrzysty w ściśle określonych momentach uderzeń w struny jednej wielu gitar (w największym wykonaniu było ich 25), z których każda jest w inny sposób amplifikowana. W efekcie powstają wielowarstwowe drony. W kolei w "Within (3.2)" (2010) gitarzysta wykonuje zapisane w partyturze operacje na przesterach i efektach, które utrzymują i modyfikują pojedynczy dźwięk gitary, balansując na granicy ciszy i ściany dźwięku. Nie są to pomysły nowe, jednak słuchając przy niesamowitej dyscyplinie i cierpliwości wykonawczej pozwalają na niecodziennych wyników.

Co istotne - w jego kompozycjach Michaela nie znajdziemy repetetywności, ani brzmieniowych fajerwerków. Mimo to warstwa brzmieniowa jest niezwykle plastyczna i intensywna. Podobnie jak Eliane Radigue, dobiera z pietyzmem kolejne dźwięki i odstępy czasowe. Zredukowany do podstawowych składników zostaje również proces tworzenia. Nie ma tu miejsca na improwizację, jego kompozycje to ściśle określone przedziały czasowe. Skąd więc tak wiele wspólnych nagrań z artystami związanymi ze sceną EAI? Moim zdaniem nagrania Pisaro z Sugimoto i Tsunodą są dowodem na to, że istotą muzyki EAI wcale nie jest improwizacja. Aleatoryzm jest blagą dla jazzowych nudziarzy szukających teoretycznego uzasadnienia dla swojej wtórnej i pustej muzyki. EAI polega na słuchaniu, na dźwięku powstającym ze styku, interferencji zaburzeń myśli powietrza. EAI to wzajemne słuchanie i budowanie struktury, a nie napieprzanie solówek.

Stąd też pochodzi nazwa oficyny prowadzonej przez Pisaro - Gravity Wave. Zjawisko fali grawitacyjnej powstaje na styku dwóch warstw cieczy o różnych gęstościach. Według Pisaro w kompozycji muzycznej efekt ten powinien pojawić się na wszystkich poziomach (dźwiękowym, wykonawczym i emocjonalnym) u każdego aktora wydarzenia dźwiękowego - kompozytora, wykonawcy i odbiorcy. W swoim tekście z 1998 roku Pisaro wyjaśnia to na przykładzie emocji budzących się u twórców i odbiorców takich zjawisk jak gra sportowa (baseball), piosenka soulowa (The Temptations) i praktyk dwudziestowiecznych kompozytorów awangardowych. Dwa pierwsze przykładu pochodzą z jego dzieciństwa (wychowywał się w Detroit, ojczyźnie oficyny Motown).

Kolejna seria kompozycji Pisaro to utwory rozpisane na więcej instrumentów. "Close constellations and a drum on the ground" (2011) jest złożona z rezonansów gitary z E-Bow, krotali (antycznych cymbałów) i fal sinusoidalnych. W efekcie słyszymy niecodzienne, wielowarstwowe drony w wysokich rejestrach. W "Asleep, street, pipes, tones" (2011)  nagrania przejeżdżających samochodów wyznacają rytm kompozycji i punkty wyjścia dla dialogu pozostałych instrumentów - klarnetu basowego i gitary. Mamy ponownie do czynienia z kompozycja bazującą na field recordings, jednak powstające konstrukcje dźwiękowe pozostałych instrumentów charakteryzują się mocna granulacją i dynamiką, od ciszy do ściany dźwięku w stylu Kevina Drumma. Miejscami efekt dźwiękowy przypomina "Zonę" Alessandro Bosettiego (2004) (której sukcesu artystycznego do tej pory nie udało się powtórzyć), jednak poprzez rozbudowaną narrację słuchaczowi stawiane jest więcej wyzwań.

Ilustracja Oswalda Eggera do Die ganze Zeit 
Bazując na dotychczasowych doświadczeniach w roku 2012 Pisaro wspólnie ze swoja byłą studentka Julią Holter rozpoczyna prace nad słuchowiskiem do wierszy Oswalda Eggera ze zbioru Diskrete Stetigkeit, Poesie und Mathematik. Pisaro już wcześniej tłumaczył wiersze Eggera język angielski. Egger z kolei w roku 2000 opracował z Burkhardem Stanglem wielowarstwową operą Venusmond, połączenie XX-wiecznej pieśni, elektroakustycznej improwizacji i sonorystycznej orkiestracji w stylu Xenakisa i Pendereckiego, w części nagrań udział wzięli Kevin Drumm i Jim O'Rourke. W przypadku "Middle of the Life" (2013) jest to typowa dla Pisaro kompozycja oparta na ścisłych interakcjach  czasowych pomiędzy poszczególnymi instrumentami (fortepian, elektronika, field recordings), nowy elementem jest warstwa słowna recytowana przez Eggera, Grahama Lambikina, Taku Sugimoto i Julię Holter. Tłumaczenie znajdziecie na blogu Pisaro. Holter wyraźnie dodaje więcej elementów melodyjnych, wręcz popowych do oszczędnych kompozycji Pisaro. Z połączenia jej delikatnych melodii i dopracowanych brzmień Pisaro otrzymujemy niezwykle emocjonalną i barwną mieszankę, słuchowisko niezwykle silnie działające na wyobraźnię.

Przy okazji realizacji tego słuchowiska Pisaro zrealizował parę nagrań na skład rockowy (gitara, bas, perkusja). Nie pasowały one do koncepcji brzmieniowej "Middle of the Life", jednak okazały się niezwykle intrygujące, złożyły się na wydawnictwo "The Punishment of the Tribe by its Elders" (2013).  Podobnie jak w  "Asleep, street, pipes, tones" mamy zbiór gitarowych dronów, tutaj jednak w konwencji rockowego combo, mocniej przesterowanych, prawie jak u Sunno))). Marinistyczne field recordings jak w "Canti Illuminati" Alvina Currana.  Pojawiają się również akustyczne fragmenty w stylu Loren Connorsa. Wszystko z produkcyjnym rozmachem godnym Bena Frosta, jednak bez manierycznego zadęcia i pompatyzmu. W tym przypadku wypracowany przez lata minimalizm i oszczędność w doborze środków okazują się zbawienne. Zresztą te same elementy, co prawda bez tak solidnej podbudowy formalnej, pozwoliły grupom w rodzaju Tortoise w połowie lat 90. uratować rock przed artystyczną zagładą.

W trzeciej i ostatniej części tego cyklu posłuchamy natomiast jak nasz bohater zbliżył się do  formuły muzyki popularnej jeszcze bardziej.

poniedziałek, 11 marca 2013

silence pop (1/3) - Wandelweiser

Pauline Oliveros i Michael Pisaro, fot. Timothy Bieniosek
W roku 2012 płyta Julii Holter podbiła serca prawie wszystkich dziennikarzy muzycznych. Porównywana do  Laurie Anderson, Kate Bush, Joanny Newsom i Stereolab, zachwyciła dźwiękową elokwencją, łącząc w swoich piosenkach melodyjną lekkość z akademickim zacięciem do niecodziennych rozwiązań kompozytorskich i aranżacyjnych.

Z drugiej strony mamy scenę EAI, która w ciągu ostatnich lat przezywa wyraźny zastój dużo mniejsze zainteresowanie ze strony mediów niż na początku XXI wieku. We wszystkich zestawieniach za rok 2012 niespodziewanie pojawił się Michael Pisaro, którego wspólne nagrania z Toshiya Tsunoda i Taku Sugimoto pozwoliłu poczuć powiew nowego na tej skostniałej obecnie scenie.

W roku 2012 Pisaro wydał również płytę z piosenkami na granicy ciszy, "Tombstones". Jedną z piosenek zaśpiewała Julia Holter. W roku 2013 nakładem oficyny Gravity Wave ukazała się płyta "The Middle of Life", zawierająca wspólne kompozycje Pisaro i Julii Holter. Obie te płyty (jak również ich uzupełnienie w postaci  "The Punishment of the Tribe by its Elders") zawierają muzykę z jednej strony zakorzenioną w głębokim dźwiękowym konceptualizmie, z drugiej zaś opierające się na brzmieniach i strukturach niezwykle sensualnych, odwołujących się do muzyki popularnej.

Michael Pisaro to 51-letni gitarzysta, kompozytor  i nauczyciel akademicki (CalArts Los Angeles). Studiował u Johna Cage'a, Mortona Feldmana, Christiana Wolff'a. U Pisaro studiowały m.in. Julia Holter i Catherine Lamb. Jest członkiem legendarnego już Wandelweiser Composers Ensemble.  Od wielu lat popularyzuje nową muzykę przez cykle koncertów Dog Star Orchestra, w roku 2011 był kuratorem festiwalu Erstwhile. Od roku 2010 prowadzi oficynę Gravity Wave.

W poniższych trzech wpisach chciałbym przybliżyć myśl muzyczną Michaela Pisaro, pokazać jak post-Cage'owskich koncepcje ciszy w muzyce oraz jak przeniesienie uwagi z samej kompozycji na jej odbiór i aktywne słuchanie doprowadziły do zderzenia ciszy ze światem muzyki popularnej.

Antoine Beuger i utwór Peckinpah Trios (2004), fot. Silvia Kamm-Gabathu






Kolektyw kompozytorów i oficyna wydawnicza Wandelweiser (w potocznym tłumaczeniu "zmieniaj mądrze") została powołana w 1992 roku w Haan pod Dusseldorfem przez Antoine'a Beuger'a i Burkharda Schlothauera (obecnie członek grupy Zeitraktzer). Stopniowo do grupy dołączali Szwajcar Jűrg Frey (którego nowe nagrania zapowiada na ten rok Bocian Records), kalifornijczyk Michael Pisaro, Austriak Radu Malfatti i wielu innych. Stanowili pomost pomiędzy światem komponowanej muzyki współczesnej reprezentowanej przez rytmicznymi eksperymenty Christiana Wolffa, spektralizm i sonoryzm Helmuta Lachenmanna a improwizatorskim radykalizmem AMM. Łączyło ich zainteresowanie kontynuacją myśli Cage'owskich dotyczących ciszy i czasu w muzyce, redukcjonizmem formalnym i dźwiękowym oraz improwizacją jako praktyką wykonawczą. Wyraźnie sprzeciwiali się amerykańskiej degeneracji myśli muzycznej w postaci pop-minimalizmu Glassa i Reicha, konfekcyjnego jazzu Wyntona Marsalisa i Herbie Hancocka oraz neo-romantyzmu kompozytorów akademickich. Inspiracje czerpali również z literatury (Hans Faverey, Robert Creeley, Fernando Pessoa, Oswald Tschirtner, Oswald Egger) i sztuk wizualnych (Marcia Hafif, Giorgio Morandi, On Kawara, James Turrell, Juan Muñoz, Christoph Nicolaus).

Podejście do komponowania zasadniczo różniło ich od świata akademickiego. Zamiast "kompozycja" używali określenia "muzyczny koncept", który powinien zawierać opis tego, jak muzyka powinna być wykonana, niekoniecznie zapis samej muzyki. Stawiali na proste i czytelne koncepty, które później mogły być łączone ze sobą w różnych utworach. Starali się unikać skomplikowanych i zawiły koncepcji i kompozycji, które nie pozwalały na późniejsze użycie i rozwijanie przez innych, a świadczyły tylko o wyższości ego kompozytora nad wykonawcami utworu. Zamiast tego starali tworzyć wyzwania dla słuchacza, wystawiać na próbę jego przyzwyczajenia słuchowe, skłonić go do zastanowienia nad konstrukcją sytuacji dźwiękowej zainicjowanej przez kompozycję. Kompozycja w założeniu miała jedynie inicjować sytuacje dźwiękowe, tworzyć ich bazowa strukturę. Reszta powinna się rodzić w rzeczywistości dźwiękowej, z inicjatywy wykonawców oraz w aktywnej percepcji słuchaczy. Wszyscy trzej aktorzy (kompozytor, wykonawca i słuchacz) oraz przypadek maja wpływ na ostateczną postać dzieła muzycznego. W procesie tworzenia starali się unikać przyzwyczajeń i założeń odnośnie kategoryzacji dźwięku (co brzmi dobrze, a co źle) oraz koncepcji (co będzie łatwe do zrozumienia, a co trudne).

Keith Rowe i Radu Malfatti, fot. Yuko Zama
Te idee bardzo szybko rozprzestrzeniły się po całym świecie. Burkhard Schlothauer w połowie lat 90. zaczął budować scenę Wandelweiser z takimi muzykami jak Volker Straebel, Klaus Lang, Peter Ablinger, Urlich Kreiger, Reinhold Friedl. W tym samym czasie rodziła się echtzeitmusik z nowym pokoleniem improwizatorów - Axel Dorner, Michael Vorfeld, Burkhard Beins, Franz Hautzinger, Andrea Neumann. Poprzez Malfattiego idee grupy wpłynęły na pierwotny kształt muzyki austriackiej grupy Polwechsel oraz japońska scenę zgromadzoną wokół klubu Off-Site (Toshimaru Nakamura, Sachiko M, Taku Unami, Toshiya Tsunoda, Otomo Yoshihide) i najbardziej ortodoksyjna postać tego kręgu - Taku Sugimoto. Wokół muzyków wychodzących się z tych kręgów takie oficyny jak Erstwhile, Improvised Music From Japan, Slub Music, Hibari, Another Timbre, Manual, Cathnor, Confront, Potlatch, GROB, Metamkine zaczęły wyznaczać nowe kierunki w rozwoju muzyki improwizowanej.

piątek, 8 marca 2013

Girls Against Boys



Dziewczyny z wrocławskiej Manify tegoroczny 8. Marca postanowiły poświęcić tematowi kryzysu. W polskiej muzyce nie wygląda lepiej niż w gospodarce. Coraz mniej osób przychodzi na koncerty, aktywność wydawnicza mimo chociaż bogata, jest w większości kosztownym hobby właścicieli labeli, ciężko mówić nawet o wychodzeniu "na zero".

We fryderykowym świecie panie mają się wyśmienicie i zapewne zgarną większość puli - Hey, Brodka, Peszek, oczywiście odwdzięczając się muzyczną nijakością uznaniu "przemysłu płytowego" . W ambitnym mainstreamie siły rozkładają się bardziej równomiernie - dziewczyny z Drekotów dzielnie depczą po piętach chłopakom z UL/KR (zresztą publikują w tej samej wytwórni), trochę przepadła niezła płyta Pictorial Candy. Ale już opisany we wszystkich tygodniach opinii rozkwit ambitnych, niezależnych polskich labeli ma wyłącznie męski udział, z paroma wyjątkami w katalogach - jak Sylvia Monnier i Felicia Atkinson w Sangoplasmo, Aga Wilk i połowa duetu Ebola w Oficynie Biedota. Ale wszystkie, poza Justyna z Eboli, nie mieszkają w Polsce. Czy aspekt finansowy ma tutaj główne znaczenie? Warto zaznaczyć, że na świecie ostatni rok to wiele sukcesów pań, jak Julia Holter, Laurel Helo, Holly Herndon.


ANNA ZARADNY / octopus from DROBCZYK / KOPANISZYN on Vimeo.

Asi Minie co parę lat udaje się zrealizować coraz ciekawsze albumy (ostatni w 2011 roku z Orkiestrą Leopolda, Lechem Janerka i Wojtkiem Kucharczykiem), jednak ze względu na udział w nagraniach dzieci i młodzieży jest to instytucjonalne finansowanie nagrań. Być może grantowy model pozwala na bardziej zdecydowaną aktywność w nadal skromnej w Polsce dziedzinie sztuki dźwięku -  pisaliśmy już o sukcesach Anny Zaradny, Kaśki Krakowiak czy poznanianek z Grupy OKO.



happy deaf people (2012) from Jagoda Szmytka on Vimeo.

W polskiej muzyce współczesnej nic nie zapowiada zmian. Jedyna kompozytorka słynąca z tworzenia muzyki w Studiu Eksperymentalnym Polskiego Radia - Elżbieta Sikora - szybko przeniosła się do Francji. Hanna Kulenty do Hagi i Berlina. Obecnie najciekawsza polska kompozytorka młodego pokolenia - Jagoda Szmytka - również tworzy w Niemczech (z wieloma sukcesami - ostatnio nagroda od Wolfganga Rhima i planowane wydawnictwo w WERGO). W katalogu SEPR można znaleźć pojedyńcze utwory wielu pań, głównie z lat 80. - Doroty Szwarcman, Ewy Remus, Barbary Ćwioro, Wiesławy Garr, Anny Zawadzkiej, Magdaleny Długosz, Lidii Zielińskiej. Czy to przypadek, że żadna z nich nie zapisała się w historii polskiego eksperymentu? Może w ramach obchodów Roku Lutosławskiego ktoś podejmie ten temat?

wtorek, 5 marca 2013

Represencing New Myth of Old Science


Joshua Abrams ze swoim projektem Natural Information właśnie rozpoczął trasę koncertową po Polsce. Pierwsza płyta w 2010 roku pojawiła się w większości zestawień płyt roku, podobnie ostatnia, wydana w roku 2012. W każdej recenzji ich muzyka wymyka się tradycyjnym gatunkom - za bardzo transowa i minimalistyczna by być nazwaną jazzem, z drugiej zaś strony chicagowskie korzenie większości z muzyków uczestniczących w projekcie i ich ścisłe związki z ruchem AACM nie pozwalają wyjść poza jazzowy krąg improwizacji. Mimo to warto zwrócić uwagę na ten projekt.

Po pierwsze guimbri, marokańska lutnia towarzysząca Abramsowi od dłuższego czasu. Główny instrument muzyki sufickiego bractwa Gnawa, przez wielu badaczy uznawanej za pierwotny budulec bluesa, muzyki Tuaregów, samby (przez religię Candomblé), kreolskiego Voodoo. Do muzyki zachodniej trafiła dzięki odkryciu przez Braian Jonesa  grupy Master Musicians of Jajuka (1968). Ornette Coleman nagrał z nimi dwie płyty (1973 i 1974), a lider grupy Bachir Attar na stałe zadomowił się w świecie zachodniej muzyki (Eliott Sharp, Bill Lasswell,  Scanner). Inny znani marokańscy wirtuozi guimbri to Mahmoud Guinia (w latach 90. pojawił się na płytach Pharoah Sandersa i Petera Brotzmanna) oraz Hassan Hakmoun, który w roku 1991 z Don Cherrym nagrał płytę "Gift Of The Gnawa".

 

Jednym z duchowych patronów projektu Abramsa jest Don Cherry. Współpracownik Ornette Colemana, Alberta Aylera i Sun Ra, w latach 70. zaczął łączyć jazz z tradycyjną muzyką bliskowschodnia i afrykańską, czego efektem był projekt Codona (z uczniem Rai Shankara - Collinem Walcott oraz brazylijskim perkusistą Naná Vasconcelos). Don Cherry również jako jeden z pierwszych amerykańskich jaazmanów rozpoczął współpracę ze światem awangardy - słynne wspólne nagrania z królem minimalistów Terrym Riley'em (1975), z polskim baronem sonoryzmu Krzysztofem Pendereckim (1971; plotka głosi, że był to debiut Pendereckiego jak dyrygenta, ku utrapieniu orkiestr na całym świecie; a ta sama orkiestra tego samego wieczoru zagrała również z the Soft Machine) czy nagrania do filmu Aleksandra Jodorowskiego "Święta Góra". Wszystkie te tropy można usłyszeć w nagraniach Natural Information, szczególnie że muzycy w wielu miejscach powołują się na inspiracje krautrockiem (Popol Vuh, Can) czy minimalizmem (Arnold Dreyblatt).


Trop amerykańskiego minimalizmu wydaje się tutaj równie istotny. Terry Riley i Steve Reich otwarcie powoływali się na inspiracje twórczością egipskiego wirtuoza instrumentów oud (arabska lutnia) i tar (bęben) - Hamza El Din. Na początku lat 60.  pojawiał się w USA na festiwalach muzyki folkowej, od razu zachwycił miłośników "białych królików" z muzykami Grateful Dead na czele. Płyta "Escalay (The Water Wheel)" w 1971 roku wydana przez Nonesuch okazała się pierwszym światowym sukcesem tej oficyny, a El Din został uznanym ekspertem w dziedzinie etnografii muzycznej. W rozmowie dla The Wire Abrams zwraca uwagę na niezwykle oryginalny, hipnotyczny styl Hamzy, wychodzący daleko poza ramy tradycyjnej muzyki numbijskiej, jak i arabskiej w ogóle. Jego świadoma praca z instrumentem i dźwiękową formą miały istotny wpływ na postawę artystyczną Natural Infromation.

Na ponadgatunkowość projektu ma również wpływ szeroki zakres aktywności muzycznych Abramsa - grał w popowej grupie The Roots, folkowym projekcie Willa Oldhama, hiphopowym Prefuse 73, folkowo-minimalistycznej grupie Town and Country z Ben Vida, liczne jazzowe projekty z Hamid Drakiem, Mike Reedem, Nicole Mitchell, Chad Taylorem. Uczestniczył on również w inicjatywie Exploding Star Orchestra, big-bandzie Roba Mazurka inspirowanym arekstrami Sun Ra. W roku 2012 Abrams brał udział w jeszcze jednym ciekawym projekcie. Chicagowskie Experimental Sound Studio wygrało grant na archiwizacje i ożywienie ponad 700 taśm  z archiwum Sun Ra. Do jednego z projektów zaprosili oni Mike Reed'a i Jasona Adasiewicza do rozwinięcia tematów zawartych na jednej z takich taśmy (oznaczonej NY 1961). W efekcie powstała projekt Living by Lanterns, w którym m.in. Abrams i Mary Halvorson wspólnie z resztą muzyków próbują zmierzyć się ze szkicami pozostawionymi przez Mistrza. Efekt nie jest ani tak porywający jak Spaceways Incoporated ( tribute band Hamida Drake'a i Kena Vandermarka), ani zaskakujący jak reinterpretacje muzyki Sun Ra w wykonaniu Ras G. Mimo to warto odnotowania ze względu na nietuzinkowe aranżacje i znakomity skład. Jak i dla przestrogi przed pochopnym porywaniem się na Saturna :)

poniedziałek, 4 marca 2013

Diabły hałasu, diabły rytmu


Nakładem Bocian Records ukazała się właśnie najnowsza płyta Norberta Möslanga, dla której  miałem okazję napisać notkę :
Norbert Moslang pracując w duecie Voice Crack był jednym z pionierów użycia technik stosowanych w instalacjach dźwiękowych do scenicznej muzyki improwizowanej. Jego instrumentarium to elektronika codziennego użytku (cracked everyday-electronics), a materiał dźwiękowy jest budowany na bazie mechanicznych właściwości tych przedmiotów. Owa taktyka, przypominające metody pracy duetu Petera Fischli i Davida Weissa w dziedzinie sztuk wizualnych (zestawienie dokumentów “The Way Things Go” (1987) o działaniach Fischli/Weiss i “Kick that habit” (1989) o Voice Crack jest jak najbardziej na miejscu), początkowo kojarzona z praktykami grup postindustrialnych i noise w rodzaju Borbetomagus i Hijokaidan, znalazła swoje odzwierciedlenie w erupcji twórczej muzyki sceny free-improv i EAI początku XXI wieku - duet Nmperign, Jerome Noetinger, Lionel Marchetti, erikM, Andrea Neumann, Jason Kahn, Cor Fuhler, etc. Z większością z tych artystów Moslang aktywnie współpracował. Po zakończeniu działalności grupy Voice Crack, artysta kontynuował poszukiwania brzmieniowe w obszarze tego samego instrumentarium, jego nagrania stawały się bardziej różnorodne, wychwytywane drgania przedmiotów codziennego użytku dokładniejsze i subtelne. Kunszt ten znalazł zwieńczenie w niezwykle sugestywnej ścieżce dźwiękowej do filmu “Odgłosy robaków - zapiski Mumii” (2009) Petera Liechti. 
“fuzz_galopp” to kompozycja zbudowana z pulsujących amplifikowanych odgłosów elektroniki codziennego użytku. Rytm spełnia nadrzędna rolę budulca faktury dźwiękowej. Podobny trend możemy zaosberwować w ostatnich nagrania Pete Swansona i Neila Campbella, jednak Szwajcarowi udało się uniknąć samplerów i automatów perkusyjnych, cały materiał opiera się na odgłosach wyłącznie mechanicznych urządzeń. Z kolei od grających maszynek Pierre Bastiena odróżnia się gęstością dźwiękową i potężną dynamiką. Czysta przyjemność galopującego hałasu.


W zeszłym roku Möslang wydał również płytę w Editions Mego, zawierającą zupełnie inny materiał dźwiękowy niż fuzz_galopp. Pierwszy utwór to kompozycja z roku 2005, złożona z przetworzonych podwodnych nagrań odgłosów portu wodnego, z ciekawą dynamiką, jednak cyfrowa obróbka dźwięku staje się po jakimś czasie męcząca swoją jednostajnością. Drugi utwór, nagranie wspólnego występu Möslanga z Toshimaru Nakamurą, to powrót do brzmień i praktyk znanych ze starszych nagrań duetu Voice Crack.


Być może podczas festiwalu Nowe Horyzonty będziemy mieli okazje obejrzeć film “Kick that habit” - na profilu FB zapowiedziano na tegoroczna edycję sekcję SZWAJCARSKIE DOKUMENTY MUZYCZNE z Peterem Liechti w roli głównej.


Drugim bohaterem sekcji ma być Stefan Schwietert, autor dokumentów o jazzie i muzyce świata. Jeden z jego filmów to "El Acordeón del Diablo" opowiadający o kolumbijskim akordeoniście Pacho Rada. Wielu z jego wychowanków pojawia się na doskonałej zeszłorocznej składance z muzyką kolumbijską wydaną przez niemiecką oficynę Analog Africa pod każe zbieżnym tytułem - "Diablos Del Ritmo – The Colombian Melting Pot 1960-1985", kontynuując tym samym serię doskonałych wydawnictw z tego rejonu w Sounday Records zapoczątkowaną przez składankę "Palenque Palenque! Champeta Criolla & Afro Roots in Colombia 1975-91".


Byle do lata!