środa, 2 stycznia 2013

Polska słynnie muzykalna w roku 2012

W jednym z wykopalisk redaktora Rozkurz w roku 1936 Wanda Melcer stwierdziła: "Polska jest krajem słynnie niemuzykalnym". Patrząc na polską kulturę masową niestety są to nadal mocno aktualne słowa. Mimo to był dobry rok dla muzyki i sztuki dźwięku. Sporo nowych inicjatyw, co ważne - więcej oddolnych, tworzonych poza ministerialnymi programami lub z minimalnym wsparciem dużych instytucji. To ważne, bo duże i głośne imprezy przeżywają wyraźny zastój, potrzebują nowej formuły. Poniżej zestawienie najważniejszych zjawisk, które przez ostatni rok przykuły najbardziej moją uwagę.


Urodzaj wydawniczy




Rok 2012 wręcz obrodził w Polsce w niecodzienne publikacje muzyczne. Nie twierdzę, że był to dobry rok dla wydawców, bo sprzedaż nośników nadal spada i generalnie prowadzenie oficyny wydawniczej to raczej kosztowne hobby niż działalność zarobkową (czego niestety nie rozumie nasz
ZAIKS, skutecznie utrudniając funkcjonowanie małych, niezależnych wydawców). Może to przypadek, może wynik wspomnianej trudnej sytuacji na rynku, ale nigdy dotąd nie ukazało się tyle dobrych wydawnictw w równie ciekawej, a czasami wręcz nowatorskiej  formie edytorskiej.

Początek roku to reaktywacja Mik.Musik., najpierw solowy album The Complainer “SAINT TINNITUS IS MY LEADER” (najodważniejsza płyta tego projektu), później seria kolejnych 8 wydawnictw w tekturowo-szkatułkowych okładkach, z masą tajemniczych niespodzianek w środku (zdjęciami, mapami, wycinkami z gazet, częściami książek, przyprawami, fragmentami taśmy magnetycznej). Każda płyta z tej serii to niecodzienna dźwiękową przygodą - włoskim kolażem dźwiękowym (Urkuma and the Urkumas), hypnagogią lo-fi (Jakub Adamec, Bangeliz), mrocznym synth-popem (Lugozi), nowymi obliczami techno (RSS B0YS, Paweł Pesel) czy postindustrialnym ambientem z rejonów Dome i Cabaret Voltaire (Mangrove Mangrave).

Małe Instrumenty zakończyły rok z płytą w formie katarynki, z najciekawszym dźiwękowo i formalnie materiałem, jaki zespół do tej pory wydał. Bocian Records dzielnie wyłapywał co najciekawsze zjawiska w nowej muzyce improwizowanej i eksperymentalnej - sceny australijskiej (Blip, culture of un), klasyków (Kevin Drumm “Crowded”, Reinhold Friedl “Mutanza”), nowych zjawisk w sztuce dźwięku (Tomasz Krakowiak, Robert Piotrowicz, Anna Zaradny) czy wspólnie z Bołt Records przypominając kompozycje Tomasza Sikorskiego (John Tilbury “For Tomasz Sikorski”), dbając o najlepszą z możliwych produkcję nagrań i ich wydanie, w większości na winylach. NIklas Records w koprodukcji z Bołt Records odkrył dla nas oryginalne, rumuńskie spojrzenie na muzykę spektralną (Octavian Nemescu) i minimalizm (Corneliu Dan Georgescu), wydali również nowe wykonanie “Medusy” Szalonka.

Sporo działo się na rynku kasetowym. Prym nadal wiodło Sangoplasmo - bardzo dobre rodzime produkcje Bartka Kujawskiego, Arszyna, Lutto Lentto, Piotra Kurka, jak i zagraniczne gwiazdy (Decimus, Felicia Atkinson, Ensemble Economique).  Oficyna Biedota sprawnie wyłapuje najciekawsze polskie ujawnienia muzyki gitarowej - np. Pustostany (wspólny projekt the Kurws, Maćka Salomona z Gówna i Piotrka Zabrodzkiego z Baaby) i niematotamto (mikstura surfu, garażu i okolic Skin Graft; najlepszy tego typu polski projekt od czasu niezapomniach 3metrów). W tych rejonach również zaskoczyła świetna produkcja wSzańca, w świetnej edycji winylowej prezentująca nodajże najlepszy polski zespół postpunkowy. Ciekawe pozycje zaprezentował również Qulturap - BNNT, Gówno, Etamski, Ch-Ch-Ching.

Czy jednak ten trend uda sie utrzymać? Z jednej strony nie ma co liczyć na masową sprzedaż, z drugiej wyraźnie widać tendencje zbliżone do rynku kolekcjonerskiego - np. mocno limitowane nakłady (co już stosuje Mik.Musik.), niecodzienne forma wydawnicza (szkatułki Mik.Musik czy katarynka Małych Instrumentów), wreszcie drogi nośnik winylowy (Bocian, ArtBazaar). Niewielki potencjał jest, poszukiwanie odpowiedniej formuły trwa.


Sztuka dźwięku



Rok 2012 przyniósł również ożywienie w świecie sztuki dźwięku w przestrzeniach galeryjnych. Po pierwsze sukces Katarzyny Krakowiak na Biennale Architektury w Wenecji - praca może nie przełomowa, bo jedynie syntezuje dawno wypracowane praktyki (patrz publikacja towarzysząca wystawie), jednak nie można jej odmówić pomysłowej realizacji (szczególna zasługa Ralfa Meinza z grupy Zeitkratzer) i grę z nawykami percepcyjnymi słuchaczy. Na roku 2013 Zachęta planuje realizację tej instalacji w Polsce. Anna Zaradny po świetnej pracy z roku 2011 (“Najsłodszy dźwięk krążącego firnamentu”) kontynuowała pracę z dźwiękiem w przestrzeni i korelacji z odbiorem wizualnym w instalacji “Język Wenus”. Artystka w tym roku wydała również album w oficynie Bocian Records, z materiałowi towarzyszy film “Octopus”.  Konrad Smoleński na solowej wystawie “Włączone” pokazał dwie przenikliwe i sugestywne prace analizujące fizyczność materii dźwiękowej - “Koniec radia” i “To jest większe ode mnie”. Z kolei dźwiękowa bomba Smoleńskiego w postaci grupy BNNT zaatakowała chyba wszystkie wiosenne i letnie festiwale, wieńcząc rok płytą dla oficyny Qulturap.  Niespodziewanie Paweł Mykietyn zorganizował Festiwal Instalacji Muzycznych, jakby w odpowiedzi na trwające zawody piłkarskie pojawiły się instalacje fortepianowe  Petera Ablingera i Winfried Ritscha oraz kompozycja Mauricio Kagela na 111 rowerzystów. Łódzkie ms2 zaoferowało nam świetną wystawę ze sztuką dźwięku z krajów z bloku wschodniego “Dźwięki elektrycznego ciała”. Koniec roku z kolei przyniósł wielowymiarową pracę Karoliny Freino “Chansons de geste” bazującej na reinterpretacji ruchu i dźwięku. Pojawiło się również parę ciekawych realizacji młodych twórców z Poznania (Grupa OKO, Patryk Lichota) - czy dobra passa Wojtka Bąkowskiego i Konrada Smoleńskiego będzie kontynuowana przez kolejne pokolenie artystów z tego miasta?

Niestety nadal są widoczne braki - duże i państwowe instytucje nadal nie wiedzą z czym i jak ugryźć sztukę dźwięku, mają powazne techniczne problemy z wystawianiem prac dźwiękowych, a w większości przypadków ogrnaiczają się do typowo rozrywkowych występów dj’skich podczas wernisaży. Poza nielicznymi wyjątkami (wspomniana praca Karoliny Freino czy pracownia Audiosfera z Poznania) brak jest współpracy pomiędzy uczelniami artystycznymi i muzycznymi - artystom brakuje wiedzy na temat pracy z dźwiekiem, z kolei absolwenci szkół muzycznych nie maja odwagi działać w świecie sztuki współczesnej wychodzące ponad oczywiste próby odwzorowywania obrazów muzyką.


Muzyka współczesna




Od dawna wiadomo, że z polska muzyką współczesną nie jest dobrze. Wystawa “Dźwięki elektrycznego ciała”, seria SEPR oficyny Bołt  przybliżające dorobek Studia Eksperymentalnego Polskiego Radia czy mocno oszczędna seria Awangarda Polskich Nagrań (wydany w  tym roku zestaw kompozycji Kazimierza Serockiego) pokazują jak głęboko została ta tradycja zasypana przez tendencje neo-neoromantyczne. Przez to cieszy fakt, że części młodych kompozytorów udało się wyrwać z tradycji polskich akademii, studiują poza granicami kraju i przywożą ciekawe podejścia do dźwięku, kompozycji i widowiska muzycznego. Niech za dowód służą są tegoroczne wyróżnienia dla Jagody Szmytki i Wojtka Blecharza na wakacyjnych kursach w Darmstadt, a których kompozycje mocno wyróżniały się wśród przeciętnych premier podczas biennale Musica Polonica Nova. Pojawiły się również udane, miejscami brawurowe fortepianowe próby nowej reinterpretacji klasyków - Marcin Masecki ze “Sztuka Fugi” Bacha i Piotr Orzechowski z kompozycjami Krzysztofa Pendereckiego. W tym ostatnim przypadku musimy byc jednak ostrożni, gdyż produkcje w stylu zapraszania muzyków z Ninja Tune do przerabiania polskich kompozycji wypadły w roku 2012 groteskowo.

Obchodziliśmy również rok cage’owski - wiele koncertów i dyskusji odbyło się w Lublinie , Krakowie i Wrocławiu. Niestety obchody miały wartość czysto edukacyjną, żadne nowe frapujące interpretacje czy spojrzenia na spuściznę wielkiego myśliciela sztuki XX-wieku nie pojawiły się. Być może jest na to za wcześnie, nadal uczymy się korzystać z przestrzeni, którą Cage otworzył. Ponownie ciekawy przykład podsuwa Darmstadt - główną nagrodę otrzymał Jochannes Kreidler za swoją koncepcję nowego konceptualizm (w teorii i praktyce). Ciężko traktować jego pomysły na poważnie, jest to raczej postmodernistyczny kolaż z dużą dawką humoru. Być może muzyka właśnie osiągnęła stadium, w którym znalazły się sztuki wizualne w latach 70?


Zmierzch ery festiwali?




OFF, Unsound, Nowa Muzyka, Sacrum Profanum, Avant Art, Plateaux, Audioriver, Kody, Musica Polonica Nova. Wszystkie festiwale z roku na rok są większe, każde miasto układając plany promocji wpisuje w budżet imprezę z dużą sceną, znanymi nazwiskami i chwytliwym PR-em opierającym się na słowach “nowatorski, poszukujący, oryginalny”. Niestety w większości przypadków programerzy i kuratorzy tych wydarzeń swoje poszukiwania zakończyli dobre kilka lub kilkanaście lat temu, ciężko również z konkretnych pomysłów na narrację programów. Muzyka stanowi ciągle wartość użytkową - ma przyciągać ludzi dla sponsorów (publicznych i komercyjnych), ma służyć dobrej zabawie widzów. Wartość kreacyjna tych imprez, stwarzanie okazji do współpracy pomiędzy artystami i wspieranie nowych zjawisk, nadal jest wątpliwa i robi wrażenie tworzonej na siłę. Słyszy się również skargi na potężne dysproporcje pomiędzy gażami dla polskich i zagranicznych artystów. Wciąż dominują festiwale monotematyczne (industrialny, ambientalny, jazzowy, folkowy, muzyka współczesna), które służą konserwowaniu starych przyzwyczajeń niż poszukiwaniom nowego. Często to wypada nader zabawnie - np. nowa fala muzyki post-industrialnej pojawiająca się za sprawa oficyn Blackest Ever Black, Mordant Music czy Subtext była kompletnie niezauważona przez polskie festiwale zajmujące się tą muzyką. Nasze festiwale wyraźnie cierpią na brak świeżej i zróżnicowanej krwi kuratorskiej, brak nowego i młodego spojrzenia na muzykę i dźwięk jako dziedzinę sztuki. Dlatego też warto zwrócić uwagę na nowe, często dopiero raczkujące inicjatywy -  poznański FRIV Festival, wrocławski Spacja Fest, serie koncertów organizowanych przez oficyny Sangoplasmo i Monotype, “Maszyny do słuchania” Komuny Warszawa czy kompilacje nagrań grup związanych z danym miejscem (“Exterritory” Galerii Szarej) czy “Podotykaj sobie dźwięk” z Poznania.


Niezależna krytyka?




Dochodzimy tutaj do problemu, który pojawił się w roku 2012 przy okazji oszczędności i wynikłych z nich zwolnień w redakcjach kulturalnych mediów masowych. Z jednej strony pokutują stare układy, nie jest mile widziane krytykowanie wydarzeń organizowanych przez kolegów, znajomych, protegowanych prezydentów miast czy organizacji państwowych. Z drugiej zaś strony problemy z zatrudnieniem i utrzymaniem się z pisania powodują, że krytycy boją się wychylić lub przemilczają swoje prawdziwe preferencje. Często piszą osoby niedoświadczone, mające małe pojęcie o badanym zjawisku czy temacie. Na to choruje często blogosfera muzyczna. W wyniku tego nie mamy zdrowej i kreatywnej krytyki, większość tekstów ogranicza się do kopiowania materiałów prasowych organizatorów i wydawców. O ile jeszcze w krótkim terminie pomocne okazują się media społecznościowe, w coraz większym dostępie do dóbr kultury odpowiednia narracja i selekcja tych dóbr jest tym bardziej potrzebna. Ciężko wskazywać tutaj rozwiązania, jednak mam nadzieję, być może powstaną serwisy zrzeszające niezależnych krytyków, utrzymywane przez użytkowników lub organizacje pozarządowe. Mam nadzieję, że kolejne lata przyniosą poprawę tej sytuacji, była ona podobno szeroko dyskutowana na
warszawskich targach muzycznych Co Jest Grane. Wszak zdrowa krytyka jest potrzebna wszystkim - artystom i odbiorcom, rozwojowi kultury.


poniedziałek, 31 grudnia 2012

Płyty roku 2012


Globat Beat

Janka Nabay and the Bubu Gang - En Yay Sah [Luaka Bop]
Mark Ernestus & Jeri Jeri & Mbene Diatta Seck - Mbeuguel Dafa Nekh [Ndagga]
Tom Zé - Tropicália Lixo Lógico [Tom Zé]
Lonnie Holley - Just Before Music [Dust-To-Digital]
Goat - World Music [Rocket]
Ondatropica - Ondatropica [Soundway]
Various - Shangaan Shake [Honest Jon’s]
Caetano Veloso - Abraçaço[Facil Brazil]
Daphni - Jiaolong [Jiaolong]
Nguzunguzu - Warm Pulse [Hippos In Tanks]
LV - Sebenza [Hyperdub]


Nie był to powalający rok dla poszukiwaczy nowego w muzyce świata. Główni gracze 2011 (Soundways, Analog Africa, Sorfito, Awesome Tapes From Africa, Honest Jon’s) nie przeskoczyli wysoko postawionej poprzeczki w roku 2011. Mimo,  że działo się wiele i właściwie każda ekipa wystawiła jakiś współczesny projekt, który miał promować artystów z państw ubogiego południa przez współpracę z muzykami z bogatej północy – Ondatropica, KonKoma i Batida z Soundways, Damon Albarn z Rocket Juice & The Moon i projektem Africa Express, Mala In Cuba (z Gilles Petersonem). Niestety żaden z tych projektów nie przyniósł nowego objawienia na miarę Shangaan Electro czy  Konono/Congotronics. Nadzieje rozbudziła na początku roku produkcja Marka Ernestusa z Jer-Jeri, zapowiadająca nowy projekt i nowa oficyną  Ndagga (sublabel Honest Jon’s). Muzyka w stylu Cut Hands, jednak zamiast industrialnej produkcji mamy typowy dla Ernestusa miekki sznyt Basic-channellowy oraz duzo ciekawsze podziały rytmiczne – pewnie dzięki udziałowi żywych muzyków z czarnego lądu. Drugim wybitnym projektem był Janka Bay wydany przez Luaka Bop, skutecznie łączący nowe brzmienia z tradycja muzyki bubu z Sierra Leone. W tej samej kategorii już nie tak zaskakujące, ale warte uwagi były nagrania LV, Daphni i Janka Bay. Janka Bay to zawodnik na miarę Toma Ze, który zresztą w tym roku wydał również doskonała płytę, a biorąc pod uwagę wiek artysty – wręcz rewelacyjna. Również Cateno Veloso nie spuścił z tonu – po doskonałym albumie powrócił najpierw ze współnymkoncertem z Davidem Byrnem, a później solo z piosenkami nie ustępującymi Tomowi. Na sam koniec roku zadziwiło wszystkich wykopalisko chłopaków z Dust-to-Digital - post-afrykański Lonnie Holley. Oj, życzę takiej witalności umysłu polskim 80-letnim kompozytorom.


Modern Beat

Ricardo Villalobos - Dependent And Happy [Perlon]
RSS B0YS - W D0NT BLV N HYP [Mik.Musik.!.]
Actress - RIP [Honest Jon’s]
Shackleton - Music For The Quiet Hour / The Drawbar Organ EPs [Woe to the Septic Heart]
Andy Stott - Luxury Problems [Modern Love]
Lorenzo Senni - Quantum Jelly [Editions Mego]
2562 - Air Jordan [When In Doubt]
Vladislav Delay - Espooo [Raster-Noton]
Voices from the Lake - s/t [Prologue]
Vessel - Order Of Noise [Tri Angle]
Moritz Von Oswald Trio - Fetch [Honest Jon’s]
Emptyset - Collapsed [Raster-Noton]

To był rok niespodzianek, bardziej i mniej pozytywnych, często z najmniej oczekiwanych stron. Najpierw zaskakujący atak ze strony Mik.Musik.!. z tajemniczym składem RSS B0YS, którzy ze swoją muzyka dotarli tam, gdzie niestety całe Modern Love w tym roku się nie odważyło. Bo choć Andy Stott nie zawiódł i dźwiękowo uwododnił stoją klasę najciekawsze obecnie producenta, to jednak kompozycyjnie poszedł na dancefloorową łatwiznę. Inne projekt z Modern Love nie miały takiej siły co rok temu, a niektóre wręcz powaznie zawiodły (jak ostatni album ). Zdecydowane pierwsze miejsce w moim rankingu dostaje Ricardo Villalobos – po pierwsze zaskoczył doskonałymi nagraniami po dwóch słabych latach, gdzie wszyscy myśleli, że ciągle imprezy, używki i audiofilskie ciągoty zabiły w nim ducha poszukiwacza. Jednak potężny nowy album udowodnił najwyższą klasę w łączeniu techno z niecodziennymi rytmami i elektronowymi pasażami, jak i umiejętności wielokrotnego przetwaząnia tego samego materiału (patrz wersja CD albumu). W niespodziewane kierunki uderzyli Delay (wyraźna kontynuacja doświadczeni z Moritz von Oswald trio), 2562 (gęste, etniczne perkusje), Lorenzo Senni (zamiast cichego free-improv świdrująca analogowa dyskoteka) i Emptyset (nagrania dla Raster-Noton). Actress udowodnił klasę nieustającego eksperymentatora, a Moritz von Oswald alchemików pulsu i przestrzeni. Do zaskakujących debiutantów dołączyli Voices From The Lake i Vessel.


Pure Dance

Ital - Hive Mind [Planet Mu]
Traxman - Da Mind Of Traxman [Planet Mu]
Mouse on mars - WOW [Monkeytown]
Peaking Lights - Lucifer [Weird World]
Juju & Jordash - Techno Primitivism [Dekmantel]
Matthew Dear - Beams [Ghostly International]
Pachanga Boys ‎– We Are Really Sorry [Hippie Dance]
VCMG - Ssss [Mute]

W kategorii typowo tanecznej nie było zaskoczeń, wszyscy jeszcze silniej okopali się w wybranych kierunkach. Na czele peletonu wybitnie brylował Ital, choć jego pełnowymiarowy album, choć bardziej uporządkowany produkcyjnie, raczej nie przyniósł nic nowego. Traxman na bazie footworku spróbował stworzyć album do słuchania i jako jedyny producent tego gatunku. Albumy prezentujący ewolucję i udowadniające dotychczasową klasę zaprezentowali Mouse on Mars, Peaking Lights, Matthew Dear, Pachanga Boys. Pomimo niezdrowego hype-u bardzo ciekawa kontynuacją stylistyki Peaking Lights są Juju & Jordash , najciekawszy projekt skierowany dla kolorowej młodzieży z modnymi smartfonami w kieszeniach. Na osobną uwagę zasłużyli VCMG, weterani elektronicznej muzyki tanecznej powrócili z prostą, ale ciągle elektryzującą muzyką.


No Beat

Robert Aiki Aubrey Lowe - Timon Inok Manta [Type]
Monolake - Ghosts [Monolake]
Oren Ambarchi + Thomas Brinkmann -  The Mortimer Trap [Black Truffle]
Frank Bretschneider - Kippschwingungen [Line]
Ricardo Donoso - Assimilating the Shadow [Digitalis]
Taylor Deupree - Faint [12k]
Demdike Stare - Elemental [Modern Love]
Piotr Kurek - Edena [Sangoplasmo]

W stronę bardziej eksperymentalnego grania wywiedzionego z post-techno mielismy również ciekawe osiągnięcia. Na początku roku wyraźnie zaskoczył Oren Ambarchi współpracą z Thomasem Brinkmannem prezentując chyba najlepszy dron tego roku. Frank Bretschneider wspiął się na wyżyny dźwiękowego eksperymentu płytą nagraną na urządzeniu NRD-owskiej poczty. Bardzo miło zaskoczył Taylor Deupree płytą „Faint”, mocno minimalistyczną, ale uciekającą przed gatunkowymi dłużyznami. Sporo się działo w świecie analogowych pasazy, ja nie miałem sił Śledziów wszystkiego, ale zdecydowanie muszę wyróżnić Piora Kurka – „Endea” i wspólna płyta z jako Sauvage FIgures to światowa czołówka. Za granicą sporym zaskoczeniem na tej scenie i powiewem nowego była pierwsza solowa płyta Roberta Aiki Aubrey Lowe.

Dark Beat

Silent Servant - Negative Fascination [Hospital Productions]
Rainforest Spiritual Enslavement - Papua Land Where Spirits Still Rule [Hospital Productions]
Thought Broadcast - Emergency Stairway [Editions Mego]
Raime ‎– Quarter Turns Over A Living Line [Blackest Ever Black]
Ugandan Methods – A Cold Retreat [Boomkat]
Felix Kubin – TXRF [It’s]
Rrose ‎– Artificial Light (1969-1909) [Sandwell District]

Ten rok to wyraźne odrodzenie estetyki postindustrialnej i łączenie jej dziedzictwa dźwiękowego ze współczesną muzyka taneczną. Mocno atakowała grupa artystów zgromadzona wokół Domincka Fernowa - Silent Servant i Rainforest Spiritual Enslavement, Ugandan Methods, jak i sam Vatican Shadow (który najlepszy swój album wydał niepostrzeżenie w Modern Love). W podobną strone uderzył Pete Swanson, oficyna Von czy najbardziej aktywna w autopromocji Blackest Ever Black. Nie zawsze były to udane produkcje, jednak część z nich zasługuje na uznanie i uwagę. Ukoronowaniem tego trendu miał być album Raime, zespołu atakującego na zywo opętańczo głośnym brzmieniem. Za całego tego zamieszania na największą uwagę zasługują moim zdaniem typowo technowy producent Rrose i prawie kompletnie niezauważona płyta „TXRF” Felixa Kubina.


Hard Beat

Micachu - Never [Rough Trade]
Swans - The Seer [Young God]
Aluk Todolo - Occult Rock [Norma Evangelium Diaboli]
Richard Youngs - Amaranthine [MIE]
Pelt - Effigy [MIE]
wSzaniec - Gdzieś w Europie [Caramba, No Sanctuary, Teeth To Concrete, Pop Underground]
Pustostany - 2012 [Oficyna Biedota]
Niematotamto - Żółć [Oficyna Biedota]


Tutaj zebrałem płyty powstałe na bazie bardziej lub mniej typowego gitarowego grania. Na początku zestawienia zebrałem albumy, co do których właściwie nikt nie ma wątpliwości – to perełki i duch nowego, które urzekło prawie każdego krytyka i recenzenta. Być może mam tutaj najbardziej typowy gust, raczej po prostu nie zgłębiałem tematu wystarczająco dokładnie, jedynie polegałem na headlinerach, dla czystej przyjemności. I takie są te albumy – czysta przyjenność obcowania z dziełem, choć ciężko powiedzieć, by się tam coś nowego działo. Wyjątkiem sa tutaj Micachu – druga płyta, już nie tak zaskakująca jak debiut, pokazały dziwaczne spojżenie na estetykę punkową.

Osobne omówienie należy się polskim produkcjom. W gitarowym graniu w Polsce dzieje się zawsze dużo. Niestety. Było Gówno, które odeszło od estetyki punko polo na rzecz bardziej amerykańskiego grania. Teksty nadal ciekawe, jednak muzycznie nadal zaczyna nurzyć i za bardzo coś przypominać. Dlatego dużo ciekawszy okazał się projekt Pustostany – wokalista Gówna i muzycy the Kurws. Druga gwiazda tego roku, BNNT, bombowcy wszystkich letnich imprez kulturalnych, na płycie jednak jednostajnośc i powtarzalnośc pomysłow pokazują, że ten projekt powinien pozostać w wersji typowo performerskiej, na żywo zagrany z paki samochodu ciężarowego. Ale pierwsza nagroda moim zdaniem powinna trafić do wSzańca – zespół konsekwentnie rozwija swoja specyficzną, wręcz romatyczną estetykę, łącząc postpunk, sludge i folk. Zdecydowany ewenement na polskiej scenie.



Song and more

Efterklang - Piramida [4AD]
Scott Walker - Bish Bosch [4AD]
Julia Holter - Ekstasis [Rvng Intl]
UL/KR - s/t [Thin Man Records]
Complainer, The ‎– Saint Tinnitus Is My Leader [Mik.Musik.!.]
Grimes - Visions [4AD]
Cat Power - Sun [2012]
Josephine Foster – Blood Rushing [Fire]
Orcas - Orcas [Morr Music]
Dirty Projectors - Swing Lo Magellan [Domino]
David Byrne & St. Vincent - Love This Giant [4AD]
Male Instrumenty  - Katarynka [Małe Instrumenty]
Baaba - The Wrong Vampire [Lado ABC]

Mocna konkurencja i sporo zaskoczeń było na rynku piosenkowym. Za granicą 4AD wyciągnęło wszystkie asy z rękawa – najpierw przebojowe Grimes, potem wysublimowane brzmieniowo  Efterklang, zaskakująco świezy Byrne z St. Vincent, a na koniec walący po nerach, kompletnie zaskakujący przewrotnością Scott Walker.  Jak dla mnie piosenkowa wytwórnia roku, kondycja nawet lepsza niż za najlepszych czasów w latach 80., gdy This Mortal Coil, Dead Can Dance i Cocteau Twins święcili triumfy. W podobnym duchu pojawiła się Julia Holter, z genialnymi pisoenkami doskonale balansującymi pomiędzy starym I nowym. Podobnie było w Polsce - UL/KR najbardziej zaskoczyli chyba samych siebie. Kilka piosenek wydanych początkowo tylko w sieci i na kasecie, wyraźny ukłon w stronę lat 80. (Talk Talk, Japan), hypnagogia na poważnie. The Complainer rozpoczął rok z najbardziej osobistą, szkatułkowa płytą („Sait Tinnitus Is My Leader”), zakończył ostatecznym rozliczeniem z hitami lat 80. Z doskonałymi płytami przypomnieli się Cat Power (kompletny zwrot w estetyce), St. Vincent z Davidem Byrnem, kolejna dobra płyta Dirty Projectors. Ciekawym zaskoczeniem były Orcas, łączące nowoczesną produkcję z onirycznymi piosenkami.

Na koniec dwa niepiosenkowe albumy, ale mocno melodyjne – najpierw hołd dla „Nieustraszonych Pogromców Wampirów” Baaby, motoryczne fusion szalonych aranżacji z chwytliwymi melodiami. A pod koniec roku Małe Instrumenty „Katarynką” – najciekawsza produkcja zespołu, zarówno pod względem wydawniczym (dostajecie prawdziwa katarynkę), jak i koncepcyjnym (kompozycja złożona z 63 prawdziwych katarynek).

Hip-hop

JJ Doom - Key To The Kuffs [Lex]
Ras G - El-Aylien Part II C.razy A.lien [Leaving]
Quakers - Quakers [Stones Throw Records]

Nie był to mocny rok dla hip hopu, cała stajnia Anticonu powracająca w tym roku jakoś nie powaliła niczym. Trzy powyższe albumy w ostatnim roku przykuły moją uwagę. Plus powinienem dodac ścieżkę dźwiękową do najnowszego filmu Michela Gondy’ego “The We And The I”, ale same starocie.

Unlimited

Will Guthrie - Sticks, Stones & Breaking Bones [lespourricords]
Gabriel Saloman - Adhere [Miasmah]
Tomasz Krakowiak - Moulins [Bocian]
Kevin Drumm - Crowded [Bocian]
Vanessa Rossetto - Exotic Exit [Kye]
Rhodri Davies - Wound Response [Altvinyl]
Andrea Belfi - Wege [Room40]
Chris Corsano - Cut [Hot Cars Wrap]
Stefano Pilia – Strings [Musica Moderna]
Oren Ambarchi - Audience Of One [Touch]
Blip - Dead Space [Bocian]
Aaron Dilloway - Modern Jester  [Hanson Records]
Michael Pisaro & Toshiya Tsunoda - Crosshatches [Erstwhile]
Nicola Ratti - Streengs [Senufo Editions]
Atelier o Divino – Trevas Redux [Panyrosas]
Bartek Kujawski – Bait  [Sangoplasmo]

W tej części zestawienia cieżko szukać trendów czy wiodących tendencji. Właściwie każda płyta to osobna historia i oryginalny pomysł dźwiękowy. Ważne jest to, ze pomimo ogólnego kryzysu i zastoju na scenie free-improv/EAI tacy artyści jak Will Guthrie, Tomasz Krakowiak, Rhodri Davies czy Michael Pisaro byli w stanie wypracować swoją własną ścieżkę koncepcyjną i brzmieniową.  Warti zauważyć dużą aktywność włoskiej sceny (Nicola Ratti, Stefano Pillia, Andrea Belfi), cieszą ciągle świetne nagrania sprawdzonych zawodników (Oren Ambarchi, Aaron Dilloway, Gabriel Saloman, Kevin Drumm).


Modern Composition

Reinhold Friedl – Mutanza [Bocian/Bołt]
John Tilbury – for Tomasz Sikorski [Bocian/Bołt]
Marcin Masecki - Die Kunst der Fuge [Lado ABC]
Jakob Ullman – Fremde Zeit - Addendun [Edition RZ]
Duane Pitre - Feel Free [Important]
Kenneth Kirschner - Shsk'h Vol.07 [Shsk'h]
Heiner Goebbels - Stifters Dinge [ECM]
Kassel Jaeger - Deltas [Editions Mego]
Robert Hampson - Répercussions [Editions Mego]
Pianohooligan – Penderecki Remixed [Decca]

O ile scena EAI dzięki zróżnicowaniu i poszukiwaniu jako podstawowej zasady gatunku udaje się ciągle wykrzesać coś ciekawego, to w współczesnej muzyce komponowanej kryzys wydaje się poważniejszy. Najciekawsze płyty tego roku to reinterpretacje starych kompozycji – Tilbury zagrał Sikorskiego, Masecki Bacha, Friedl Lachenmanna, Niblocka i Szalonka, a Orzechowski Pendereckiego.  Idąć za Myśla Karlheinza Stockhausena, kompozytorzy z kręgu muzyki współczesnej poszukując nowych rozwiązań w muzyce scenicznej – połączeniu kompozycji z multimedialna operą i ruchem scenicznym. Jedną z najciekawszych realizacji, w roku 2012 udokumentowanej na płycie był Heiner Goebbels. Jednak parę ciekawych zjawiska w komponowanej muzyce pojawiły się w kręgach pozaakademickich – Duane Pitre, Kenneth Kirschner, Kassel Jaeger.


Old but New

Pictures of Sound: One Thousand Years of Educed Audio: 980-1980 [Dust-to-Digital]
Personal Space: Electronic Soul 1974-1984 [Numero Group]
Suzanne Ciani - Lixiviation [Finders Keepers]
Robert Turman - Flux [Editions Mego]
Corneliu Dan Georgescu - Et Vidi Caelum Novum [Bołt/Niklas]
Morton Feldman - Crippled Symmetry At June in Buffalo [Frozen Reeds]
Monton – Montonprodukt 07 [Desire]
Can – The Lost Tapes [Mute]
Regis ‎– Death Head Said [Downwards]
seria Recollection GRM [Editions Mego]
Laurie Spiegel - The Expanding Universe [Unseen Worlds]
Eliane Radigue – Feedback Works 1969-1970 [Alga Marghen]
Pauline Oliveros – reverberations: tape and electronic music 1961-1970 [Important]
Porter Ricks – Biokinetics [Type]


W paru miejscach wspominałem tutaj o kryzysach w równych stylistykach i gatunkach. Wrażenie to potęguje coraz większa ilość reedycji i wydań nagrań wcześniej niepublikowanych, które bardzo często są ciekawsze niż te współcześnie powstające. Czasami były to oczywiste strzały (jak Porter RIcks, Pauline Oliveros czy seria GRM), czasami odkopane po latach niespodzianki (Can, Monton, Suzanne Ciani, “Personal Space” z Numero Group), czasami totalna archeologia dźwięku (Dust-to-Digital). Oby Nowy Rok był równie udany!

sobota, 24 listopada 2012

BIZARRIUM #4


Jeśli nie macie jeszcze planów na dzisiejszy wieczór to z nieskrywaną przyjemnością zapraszamy do Niskich Łąĸ, gdzie dj Czarny Latawiec zagra się gościnnie na Bizarrium, jedynej we Wrocławiu cyklicznej potańcówce przy dźwiękach z epoki, w której "beat rozpalał, moda miała sznyt, a motory nie miały tłumików". O samej inicjatywie piszą angielskojęzyczne serwisy, a Czarny Latawiec zgotuje synkopowe fusion na bazie tropikalii i afrobeatu. Mambo Loco!

wtorek, 6 listopada 2012

Sebastian Buczek we Wrocławiu

We Wrocławiu kolejne ważne wydarzenie spod znaku sztuki dźwięku, kolejny raz dzięki zaangażowaniu Sangoplasmo. Sebastian Buczek przyjeżdża promować swoje nowe wydawnictwo (o którym poniżej), ma wystąpić z grającymi robotami (jednego z nich widzicie opartego o ścianę na zdjęciu poniżej). Jego występy, efemeryczne i nieprzewidywalne, zrywają z konwencją  koncertu muzycznego równie mocno, co dźwięki jego płyt z tradycyjnie pojmowaną muzyką. Pojawi się również Gerard Lebik ze swoim nowym projektem dźwiękowym, a niżej podpisany zagra set z płyt winylowych z okładkami na biało.

W roku 2001 Sebastian Buczek debiutował w oficynie Mik Musik płytą Wabienie dziewic z nagraniami klarnetu i własnoręcznie skonstruowanego saksofonu (z pcv) wytłoczonymi chałupniczą metodą na różnych nośnikach (plexi, metal, czekolada, wosk pszczeli, papier) płytami gramofonowymi. Uzyskane efekty dźwiękowe (głównie trzaski i szumy własne płyt) były jedyne w swoim rodzaju. Tak oryginalne w czasach, gdy estetyka noise spokojnie święciła swoje triumfy, że krytyka muzyczna oniemiała z wrażenia, a płyta chyba jako jedyna produkcja z Polski uzyskała status "kultowej" na całym świecie w środowiskach związanych ze sztuką hałasu (legenda głosi, że z muzykami Wolf Eyes włącznie).



Tamte metody produkcji płyt możecie podpatrzeć na zdjęciach z Festiwalu w Krajobrazie w Inowłodzu w roku 2000. Był jeszcze koncert w Łowiczu, o którym kiedyś pisał nasz redakcyjny kolega.



Płyty gramofonowe Buczka jako obiekty pojawiały się jeszcze w paru miejscach, między innymi na wystawie pełnej sztuki dźwięku Poszliśmy do Croatan (2009). Ostatni raz gościł we Wrocławiu, z koncertem, przy okazji festiwalu Mik Musik w roku 2007.


Po latach Sebastian powrócił do produkcji płyt (tym razem na polimerze), które trafiają do sprzedaży  (nakład pierwszej to 66 sztuk) dzięki oficynie Altanova Press. O szczegółach technicznych możecie poczytać tutaj, a posłuchać fragmentu poniżej.




sobota, 3 listopada 2012

Mocne uderzenia europejskiego voodoo

Zdecydowana większość krytyki podąża uchem za odrodzeniem post-industrialu (ostatni Unsound doczekał się recenzji z dziwnych i zaskakujących stron) i histeryczne oczekuje długogrającego debiutu Raime. Tymczasem, coś z zupełnie innej beczki, posłuchajmy co ciekawego dzieje się w świecie cyrkowego mocnego uderzenia.


Pierwszy desant przychodzi z zupełnie nieoczekiwanej strony. Pozornie wszystko mówiąca nazwa Goat okazuje się nie być kolejnym black metalowym nudziarstwem. Afrykańskie rytmy, brytyjski hard rock, turecki funk i węgierski garaż spotykają się z praktykami voodoo ze szwedzkiego koła podbiegunowego. Nie jest to może rewolucja na miarę Liquid Liquid czy Vampire Weekend, post punk ustępuje miejsca hippisowskiemu hard rockowi, co nie do końca może się podobać wyczulonym tropicielom afro-beatu. Jednak uszy wychowane na składankach Finders Keepers, Bouzouki Joe i Sublime Frequencies (również te należążce do członków Goat) docenią synkretyzm gatunkowy płyty World Music, jak i pomysłowość w kreowaniu cyrkowego wizerunku. 


Zbliżoną metodę stosuje grupa Mombu, którą mieliśmy okazję gościć we Wrocławiu na festiwalu Asymmetry. Zaostrzeniu ulegają tutaj wszystkie elementy -  zamiast hard rocka mamy free jazz death metal (na saksofonie Luca Tommaso Mai znany z ZU i współpracy z Matsem Gustafssonem), afrobeat zastępują plemienne rytmy. Inspiracja voodoo pozostaje (Mombu to jeden z duchów w haitańskim   voodoo). Niedawno ukazało się nowe wydanie ich debiutanckiej płyty, pod nowa nazwą (Zombi), z nowym miksem i masteringiem. Pomimo nowego utworu, coveru Fela Kuti, zmiany są na gorsze. Za poprzedni mastering odpowiadał James Plotkin, który skupił się własnie na potężnym, afrykańskim brzmieniu bębnów. Nowy miks wykonał Husky Hoskulds (współpracujący z Tomem Waitsem i Mikiem Pattonem), niestety większą wagę przywiązał do przyciągnięcia słuchacza metalowego (wiadomo, najlepszy rynek sprzedaży fizycznych nośników). Mimo to ich muzyka nadal brzmi tak, jak za młodu sobie wyobrażałem Roots Sepultury na podstawie wybujałych recenzji, z równie potężnym jak bębny dystansem i współczesną świadomością muzyczną.



Z kolei basista ZU Massimo Pupillo, wspólnie z Paal Nilssen-Love i Lasse Marhaug, odpowiedzialny jest za kolejny poziom ekstremalizacji w naszym cyrkowo-metalowym zestawieniu - płytę You're Next  dla oficyny Bocian. W stosunku do wcześniejszych ujawnień duetu Nilssen-Love+Pupillo (np. w składach Offonoff czy Original Silence) mamy tutaj więcej zwartej, transowo-rockowej (krautorckowej?) formy podkreślanej przez electronic torture devices Lasse Marhauga. Słychać, że doświadczenie Marhauga zdobyte podczas pracy nad projektem Metal Music Machine nie poszło w las, a metalowe korzenie potrafi wykorzystać ciekawiej niż ponuraki z Sunn O))). Napisałem o krautrockowej seksji, bo bywa tutaj transowo, ale oczywiście jak na typowe wirtuozerskie szaleństwo perkusisty (obecne równiez w wielu moemntach na tej płycie) Nilssena-Love, niedostępnej dla większości perkusistów - zarówno free-jazzowych, jak i tym bardziej metalowych. Co ciekawe, po krautrockowe inspiracje w tym roku sięgał już nie raz Oren Ambarchi (szczególnie na ostatniej dla Editions Mego płycie Sagittarian Domain) - czyżby zapowiadało to nareszcie zmianę na skostniałej od paru lat scenie EAI? Tak czy siak od czasu wspomnianego Metal Machine Music Jazkamera (2006 roku) nie było tak radosnej muzyki, odświeżającej formułę łączenia wolnej improwizacji z ciężkim graniem. Who's Next?


Inspiracje hipnotycznym krautorckiem (Neu!), gęstą instrumentacją perkusyjną (This Heat, Can) i przestrzennymi dronami stanowią ważny i nowatorski element muzyki black metalowego Aluk Todolo.  Ponownie mamy udany synkretyzm gatunkowy, ponownie pozorną inspiracja egzotyczną rytualna religią, tym razem z Indonezji. Nie śledzę sceny black metalowej, ale z rozmów ze znawcami wynika, że nikt dotąd nie wpadł na pomysł takiego połączenia, co udowadniają kompletnie odmienne porównania w recenzjach najnowszego albumu Occult Rock w świecie hipsterów (np. Pitchfork) i black metali (np. Cooking with Satan). Francuzom udało się jednak trafić zarówno do jednych, jak i drugich, bo pomimo wspomnianych inspiracji i pieczołowitej produkcji (prawie jak Kranky!)  udało się im zachować pierwotną surowość back metalu. Rzecz niebywała! \m/

Jeśli nadal macie mało to dalszych inspiracji szukajcie w genialnym albumie Leah Gordon. Chyba the Residents już tam byli?