Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rss B0ys. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rss B0ys. Pokaż wszystkie posty

sobota, 16 marca 2013

the murk of the future



Premiera drugiego albumu RSS B0YS przypadła na dzień, w którym po świecie rozniosła się informacja o likwidacji przez Google najpopularniejszego agregatora kanałów RSS. Być może jest to jeden z kolejnych ciosów wymierzonych światu wolnej informacji - korporacje internetowe chętnie by się pozbyły tego otwartego standardu na rzecz swoich zamkniętych komercyjnych rozwiązań (jak Twitter, Facebook i Google+). RSS Reader to obecnie najpopularniejsza platforma dla czytników kanałów RSS i może się poważnie przyczynić do marginalizacji tego standardu. Na początku tego roku Aaron Swartz, jeden z autorów standardu RSS, popełnił samobójstwo.

Tajemniczy duet RSS B0YS ma więc powody do mroku, nie tylko te związane z kondycją wolnego obiegu informacji. Mrok jest pierwszym wrażeniem, które uderza po kontakcie z ich nowym wydawnictwem. Dzieli zresztą ten nastrój z dwiema ostatnimi pozycjami w "jeszcze bardziej sekretnej serii" Mik.Musik.!. -  Pawłem Peselem i Magrove Mangrave,  Odpowiedź na kryzys i trudne czasy, jak również solidne przepracowanie schematów związanych z ponurym nastrojem w muzyce - tu nie ma miejsca na popłakiwanie za dawnymi czasami, budujemy i szukamy nowego. TH T00TH 0F TH FTR !






Jednak najistotniejszym nowum tej płyty w stosunku do debiutu jest gęstość - rytmów i brzmienia. Utwory są krótsze , ale dzieje się w nich więcej - rytmy i ich pochodzenie zmienia się średnio co 30 sekund, zakres od tradycyjnego już dla RSS-ów basic-channelowego minimal techno, przez gęste podziały afrykańskie do kwasowych  mutacji R'n'B, soulu i funku. Pomimo zeszłorocznego sukcesu Robert Hood powinien u RSS B0YS zweryfikować wizje futurystycznego Detroit. Przejścia rytmiczne są mocno zaskakujące - wyobraźcie sobie Art of Noise z sekwencerami zaprogramowanymi przez nastoletnie Autechre. Prawdziwe arhythmic perfection. Miksowanie tej muzyki będą wyzwaniem nawet dla najodważniejszych dj-ów. O ile "W D0NT BLV N HYP" zachwycało przede wszystkich rozpracowanie afrykańskich rytmów, to nowa płyta obezwładnia żonglerką tempem i inspiracjami z całego świata, od gorącego południa do dalekiego wschodu.

Produkcja "TH T00TH 0F TH FTR" jest równie szalona - doprowadzona do ekstremum kompresja łańcuchowa  miejscami rozsadza głośniki, potężne basy w najmniej oczywistych momentach. Wszędzie w tle przelatują industrialne brzmienia, które stanowią o posępnym, mrocznym charakterze płyty. Jednak jest to bardzo dynamiczny mrok, zmieniający się co rusz w kanonadę psychodelicznych syntez.

Rejony, w które Andy Stott nie odważył się pójść.
Rejony, na ktore Silent Servant i Cut Hands są za leniwi, a Raime za młodzi.
Brzmienie, jakie Art of Noise chcieli zawsze mieć.


A na ile jest to mrok RSS-ów jest meta-mrokiem doskonale pokazuję doskonały rework z EP'ki z remiksami utworu OMG:







Nowe wydawnictwo RSS B0YS jest dobrą okazją do krótkiego remanentu młodej sceny post-industrialnej pierwszego kwartału 2013. Wszak sukces tego środowiska w ostatnim roku próbują nadal utrzymać takie oficyny jak Hospital Productions, Public Information, Opal Tapes, Prologue. Nowa płyta Function ("Incubation" dla Ostgut Ton, oficyny prowadzonej przez berlińska mekkę współczesnego techno - klub Berghain) , jednego z członków Sandwell District, bardzo dobrze przyjęta przez prasę, niebezpiecznie zmierza w stronę rozmiękczonych, prawie new-age'owych plam syntezatorów. Prologue zdążył już wydać Notfromearth "First Contact" i Cassegrain "Tiamat", Obie płyty sprawnie zagrane, jednak nie tak błyskotliwe jak Voice From The Lake. Rainforest Spiritual Enslavement, obok Prurienta flagowy projekt Hospital Productions, w tym roku opublikował zestaw "Plant With Many Faces / Folklore Venom" - nie rozczarowuje, ale tez nic nowego do wypracowanej już formuły nie wnosi. Podobnie nowe wydawnictwa Emptyset ("Material") i Demdike Stare ("The Weight of Culture").

Ale są i pozytywne zaskoczenia. Jim Donadio w projekcie Prostitutes, porównywanym do Containera, Pete Swansona i Cut Hands, prezentuje hybrydę oscylatorowych hałasów i połamanych rytmów rodem BBC Radiophonic Workshop. Digitalis opublikowało właśnie "Crushed Interior", a chwilę wcześniej w Opal Tapes ukazał się split z Basic House. Moim zdaniem najbardziej ożywcza propozycja sceny nawiązującej do mrocznego dub techno. Depcze mu po piętach kolejny mocny zawodnik ze stajni Mik.Musik.!. - Wilhelm Bras (o którym więcej w jednym z kolejnych odcinków Canti Illuminati). Wreszcie projekt Acteurs, członka grupy Disappears (Kranky) oraz były inżynier dźwięku Sonic Youth i Pavement. Wyraźnie odwołujący się do odkryć ostatnich lat (np. Tropics of Cancer i F.C.Judd), proponuje bardziej taneczne rozwiązania, wręcz synth-popowe, nastawione na żywy kontakt sceniczny. Pomimo sprawnej produkcji (podobno w dużej mierze na iPadzie) ciężko się oprzeć wrażeniu, że wszystko to już gdzieś słyszeliśmy...


Acteurs - Cloud Generating from Public Information on Vimeo.


...co doskonale puentuje Pete Swanson na najnowszej płycie dla Software Records...






środa, 12 września 2012

Bębnem po mapie, bębnem po dysku


W dniu dzisiejszym serwisy obiegła kolejna zapowiedź nadchodzącego albumu Andy Stott'a Luxury Problems. Nowum to nagrane na żywo wokale niejakiej Alison Skidmore, nauczycielki gry na pianinie gdy Andy dzieckiem był. Czyżby były to głos, który otworzył katowicki set Stott'a podczas OFF 2012? Przekonamy się 29 października. 

 

Powyżej nagranie pierwszych 15 minut offowego występu. Niewiele osób dotrwało do nie aż tak późnej godziny (2:30), reszta ma czego żałować. Rozpoczął wspominanymi wokalizami, momentami house'owymi (rękawica rzucona debiutowi Luomo), momentami ocierającmi się o tradycyjną muzykę bliskowschodnią. Przeszedł do paru afrykańskich tematów z ostatnich EP'ek (Passed Me By / We Stay Together), jednak tempo powoli przyśpieszało (kolejna zmiana zapowiadająca odejście od knackered house?), pojawiły się elementy klasycznego dub techno, detroit a nawet nowej fali (czytylko ja słyszałem sample z Arthura Russella?). Gdy zrobiło się naprawdę gorąco i gęsto rytmicznie (acid grime dub???), Stott musial zakończyć występ, choć było słychać, że dopiero się rozkręcił. Tą podróżą przez różne zakamarki techno, miejscami zupełnie nieoczywiste, pokazał erudycję i doskonałą sprawność  techniczną. Zdobywane latami doświadczenie, osłuchanie i niecodzienny eklektyzm, tym się odróżnia od tabuna młodych poszukiwaczy nowego rytmu. Dla mnie jeden z dwóch najlpeszych występów tegorocznego OFF (o tym drugim jeszcze  napiszę).



Szkoda, że do zestawu OFF-owego nie dołączył nasz rodzimy, enigmatyczny (patrz okładka, trochę jak postać z karnawału voodoo) projekt ze stajni Mik.Musik. Poprzez afrykańskie powinowactwa i niezbyt szybkie tempo może przywoływać na myśl ostatnie pomysły Stotta. RSS B0YS jednak z jednej strony cechują znacznie szersze odwołania do muzyki etnicznej z wielu zakątków świata, z drugiej zaś nie ograniczją się do prostego samplingu. Wiecej tu inspiracji, zarówo na poziomie rytmicznym, jak melodycznym i fakturze brzmieniowej, która zdaje się sięgać dużo głębiej w radycję muzyki elektronicznej. Andy Stott dotarł do dub techno, Ricardo Villalobos do najlepszych korzeni house'owych. RSS B0YS sumując oba podejścia zastosowali bardziej analityczną praktykę, zamiast sampli rozpisując inspiracje na swoje instrumentarium, w tradycji ludowch kompozycji Henryka Mikołaja Góreckiego lub The Rhythmatist Stewarta Copelanda. Zdecydowanie najbardziej elektryzujący debiut ostatnich miesięcy, może będzie to album roku.

Na szczególną uwagę zasłguje strona edytorska wydawnictwa - jak cała seria nowych pozycji w katalogu reaktywowanego Mik.musik w kartoniku, który kryje w sobie poza samą płytą egzotczne obiekty. Tutaj są to fotografie autorstwa Andrzeja Tobisa, znanego z projektów (A-Z) Gabloty edukacyjne orz Słownik ilustrowany języka niemieckiego i polskiego. Gratka dla kolekcjonerów dobrej fotografii, jak i niecodzienneych  publikacji fonograficznych.


Na sam koniec najnowsze wydawnictwo przywołanego już Villalobosa. Perlon właśnie wydał 5-płytowy album Rikarda z nowymi kompozycjami, o jakże introspektywnym tytule Dependent And Happy. Villalobos od jakiegoś czasu dezorientuje krytykę - kolejne wydawnictwa z jego white-labelu Sei Es Drum rozczarowywały, wspólne projekty z Maxem Loderbauerem (remiksy nagrań z katalogu ECM i kompozycji ZUG Conrada Schnitzlera) pozostawiały niedosyt względem oczekiwań wobec tak ważnych nazwisk. EP'ka Any Ideas zapowiadająca nowy album niczego nie wyjaśniała - z jednej strony miliśymy syntezatorowy pasaż (od czasu dokumentu Romualda Karmakara wiemy, ze Ricardo buduje kolekcje modułowych synzezatorów analogowych), z drugiej odrzut z sesji VascoDependent And Happy z Vasco łączy na pewno rozmach, fragmenty synzeatorowe oczywiście są, ale nie przytłaczają kompozycji. Częściowo jest tu kontynuacja pomysłów z Sei Es Drum (absurdalne partie wokalne), Re:ECM (sample perkusyjne i nagrania terenowe;  Max Loderbauer pojawia sie zresztą w paru utworach), wreszcie popisowe interpeetacje tematów etnicznych (mistrzowski "I'm Counting"). Nie ma rewolucji, Villalobos nie odkrywa nowych terytoriów, raczej solidnie się okopuje tam gdzie doszedł. Jeśli są poszukiwania to w głąb, podobnie jak w przypadku ostatniego albumu Actress, R.I.P (do którego szczególnie zbliżają się utwory nagrane wspólnie z Atom Heart, na piątej płycie zestawu). A już całkiem przy okazji otrzymaliśmy wciągające, miejscami przebojowe kompozycje.